AER: The Memories of Old

AER: The Memories of Old

AER: The Memories of Old to gra bardzo w moim stylu: piękna, minimalistyczna, z zachęcającym do eksploracji światem i genialną w swej prostocie mechaniką. Wyraźnie widać inspirację klimatycznymi “indykami” pokroju Ico czy Journey. Zachęcona dodatkowo świetnymi ocenami produkcji od razu sięgnęłam po ten tytuł. Jednak, chociaż spodziewałam się, że będzie to bardziej “doświadczenie” niż gra jako taka, nie był dla mnie doświadczeniem w pełni satysfakcjonującym.

Już po uruchomieniu gry i ujrzeniu logo Daedelic Entertainment, studia, które stało m. in. za Filarami Ziemi, spodziewałam się przede wszystkim dopracowanej warstwy fabularnej. Wprawdzie studio miało tutaj wyłącznie rolę wydawcy, ale ich wpływ na produkcję jest wyraźny: historia rozproszonego na wiszących wyspach świata ma naprawdę sporo uroku, pomimo, a może dzięki swej prostocie. Wcielamy się w Auk, dziewczynę, która jest Whispererem, czyli człowiekiem obdarzonym umiejętnością przemiany w zwierzę – w naszym przypadku, w pomarańczowego sokoła. W ptasiej postaci możemy swobodnie przemierzać świat, składający się z wiszących w powietrzu wysepek. Naszym zadaniem jest wędrówka do Ziemi Bogów, aby poznać przyczynę rozpadu świata.

I rzeczywiście, twórcom udało się nadać AER klimat niespiesznej wędrówki: gra wręcz zachęca nas by zboczyć trochę z torów, pozwiedzać, przyjrzeć się światu i jego mieszkańcom, szczególnie tym czworonożnym – możemy zdobyć nawet specjalne osiagnięcie za zapoznanie się z rozbrykanymi, zakochanymi w nas owieczkami. I tutaj muszę przyznać, że mała ilość poligonów i ogólna prostota otoczenia wyszła produkcji na dobre – lokacje są przejrzyste i nie przytłaczają. Niestety ta sama prostota nie sprawdza się już tak dobrze w lokacjach podziemnych, gdzie ma miejsce bardziej “growa” część rozgrywki. Tutaj, ze względu na małą ilość charekterystycznych punktów orientacyjnych można naprawdę się pogubić i przez dłuższą chwilę kluczyć bez sensu.

Podziemne lokacje w zasadzie stanowiły chyba najsłabszy element gry. Zagadki nie stanowiły żadnego wyzwania, a elementy platformowe były po prostu banalne. Problemy przeżywała również kamera – przemierzając podziemia co chwilę przeskakiwała na ułamek sekundy zaraz za głowę postaci, co po jakimś czasie strasznie męczyło oczy. Ponadto, jesteśmy w tym miejscu również obdarci z najmocnejszej strony całej produkcji, czyli z mechaniki lotu – pod ziemią możemy wyłącznie skakać. Niestety, to rozwiązanie nie jest w żaden sposób umotywowane fabularnie i strasznie frustruje, gdyż ciągle pojawia się pytanie “czemu muszę odblokowywać most do tego miejsca, skoro mogłabym po prostu tam przelecieć?”.

Mechanika lotu, o której wspomniałam, została rozwiązana niemal po mistrzowsku. Jest bardzo prosta, a przejście do niej jest przyjemnie płynne, wystarczy przytrzymać przycisk skoku. Czasami miałam z nią jednak problemy, gdyż naszej ptasiej formie trochę brakuje zwrotności. Do mechaniki jesteśmy wprowadzeni niemal nonszalancko- gra zaledwie wspomina, jak można się przemienić, a resztę możliwości odkrywamy sami. Dzięki temu, gdy wychodzimy z początkowej podziemnej lokacji i od razu rzucamy się w przestworza, wrażenie jest oszałamiające. Potęguje je rozpiętość świata, dynamicznie zmieniająca się muzyka i brak narzuconych celów – wprawdzie w każdej chwili możemy się udać do Osady, aby dowiedzieć się gdzie dalej podążać, ale polecieć możemy tak naprawdę wszędzie i nic nas nie trzyma.

Na pewno daje to poczucie wolności, ale i momentami potęguje zagubienie – kilkukrotnie kluczyłam po mapie, nie będąc do końca pewną gdzie są kolejne świątynie i w jakiej kolejności powinnam je odwiedzić. Największy problem miałam z Archiwami, gdzie udałam się bez rozmowy z jednym z ludzi z Osady, w związku z czym rozminęłam się z lokacją, której przejście umożliwiłoby mi otwarcie budynku. Na ogół jednak Osadnicy są bardzo pomocni, a ich wypowiedzi są dość zwięzłe, z najważniejszymi rzeczami wypisanymi wyróżniającym się kolorem, dzięki czemu gracz niezainteresowany fabułą nie musi się wczytywać w teksty.

Warto jeszcze wspomnieć o udźwiękowieniu, które szczególnie zwraca uwagę – jak już wspominałam, zmienia się dynamicznie, szczególnie w przypadku przemiany w ptaka. Czasem też muzyki po prostu w ogóle nie ma, a jedynie możemy podziwiać odgłosy natury – szum liści, śpiew ptaków czy szmer strumyka. Niektórzy gracze na to narzekali, twierdząc, że takie rozwiązanie jest nużące, na mnie jednak działało to relaksująco. Czasem również muzyka wyciszała się w trakcie lotu, co dawało poczucie spokoju i odosobnienia. Niezła rzecz dla introwertyków! 🙂

AER: The Memories of Old pozwala w niezwykły sposób doświadczyć tej “ptasiej wolności” w przestworzach, przetykanych gdzieniegdzie zawieszonymi w powietrzu wyspami. Prostota grafiki i elegancja udźwiękowienia dodatkowo kontrybuuje do przyjemności jaką daje lot i zwiedzanie wewnątrzgrowego świata. Jednak gra szybko nuży: świat jest dość mały, a gra króciutka, po zaledwie czterech godzinach, gracz w zasadzie widział już wszystko. Nie najlepiej rozwiązane zostały również poziomy podziemne, które sprawiały wrażenie, jakby gra na chwilę przybijała nas do ziemi. Mimo wszystko jednak jest to wartościowa pozycja dla fanów spokojnych, lirycznych gier niezależnych.

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

One thought on “AER: The Memories of Old

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *