Czyszczenie w rytmach lat 70-tych, czyli recenzja Serial Cleaner

Czyszczenie w rytmach lat 70-tych, czyli recenzja Serial Cleaner

Brudna robota zawsze wymagała odpowiednich ludzi, którzy wykonaliby ją bez zarzutu – Mr Wolf z Pulp Fiction był tego idealnym przykładem. Dziś nie będę recenzował jednak klasyki Quentina Tarantino, lecz świetną produkcję polskiego studia iFun4All – Serial Cleaner. Czy po obiecującym debiucie Early Accessowym devowie postawili tę przysłowiową “kropkę nad I”?

Jeśli nie mieliście przyjemności ograć Serial Cleanera wcześniej, to po krótce opowiem z czym to się je. Serial Cleaner to takie sprzątanie po krwawej jatce z Hotline Miami. Oczywiście jest to spore uproszczenie, choć obydwie produkcje mają sporo wspólnego. Proces tworzenia gry śledziłem niemal od początku, włącznie z ogrywaniem jednej z pierwszych wersji podczas Digital Dragons 2016. Dlatego mogę rzetelnie ocenić postępy jakie poczyniła ekipa z Krakowa.

W grze wcielamy się, tak jak wspominałem, w osobę pokroju Mr Wolfa, czyli typowego czyściciela. Naszym zadaniem jest więc tuszowanie dowodów i czyszczenie miejsc zbrodni po tajemniczym zabójcy, którego tożsamości początkowo nie znamy. Fabularnie szału niestety nie ma, choć studio bardzo starało się naśladować produkcję Dennaton Games – Hotline Miami. Mam tu na myśli przede wszystkim sposób prowadzenia akcji. Każdą misję poprzedza poziom, podczas którego nasz bohater spędza wolny czas w domu i odbiera telefony od swych zleceniodawców. Następnie wsiadamy do wozu i ruszamy do akcji. Oprócz tego, podczas zabawy czekają Was plot twisty i masa śmiechu. Więcej nie zdradzam, bo inaczej opowiedziałbym absolutnie wszystko co produkcja ma do przekazania.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to tu robi się dużo ciekawiej. Nasz sprzątacz otrzymywać będzie przeróżnego rodzaju zadania, które musi wykonać podczas sprzątania miejsc zbrodni. Jako że jesteśmy na usługach mafii, domyślacie się pewnie, że będziemy musieli unikać policji i wszelkiego dozoru kryminalnego. Na całe szczęście, każda osoba znajdująca się na danej planszy posiada swoje pole widzenia, ułatwiające nieco robotę. Mówię nieco, gdyż prostota mechaniki wcale nie przekłada się na ogólny poziom trudności rozgrywki. Tytułowy „seryjny sprzątacz” potrafi jedynie podnosić przedmioty, wchodzić w interakcję z obiektami otoczenia oraz zmywać krew z ziemi. Mimo takiej niewielkiej różnorodności okazuje się, że produkcja potrafi wciągnąć na długie, długie godziny! Wracając jeszcze do zadań naszego bohatera – czasem przyjdzie nam tylko pozbyć się ciał, a czasem oprócz tego będziemy musieli powycierać krew i zebrać dowody.

Serial Cleaner jest produkcją wymagającą i gwarantuję, że nie każdemu przypadnie ona do gustu. Nie raz bowiem musiałem powtarzać dany poziom co najmniej kilka razy, by w końcu udało mi się przejść dalej. Co jest takiego trudnego w Serial Cleanerze? Przede wszystkim sprytnie rozmieszczeni przeciwnicy oraz ich różnorodność. Na początku rozgrywki przyjdzie nam czyścić miejsca zbrodni zabezpieczone jedynie przez zwykłych „krawężników”. Nie są oni zbyt groźni, lecz jeśli wejdziemy w ich pole widzenia i nie ukryjemy się w porę, to skutecznie przerwą nam zabawę. Kolejnym typem są ochroniarze – szybcy i wściekli, jeśli już nas zauważą to raczej nie ma sensu nawet uciekać. Z godnych wymienienia są jeszcze policjanci wzywający posiłki oraz funkcjonariusze gwiżdżący na alarm.

W trakcie czyszczenia poziomów nie jesteśmy zupełnie bezradni. Owszem nie mamy broni, owszem nie możemy nikogo zabić, ale zawsze możemy się ukryć. Przytrzymując LT (osobiście grałem na padzie od Xboxa, co polecam i Wam) zyskujemy podgląd całej mapy, na którym rozmieszczone są wszystkie kryjówki, ciała, dowody i miejsca utylizacji denatów. Nie raz przyjdzie Wam chować się w szafce pod zlewem czy w sporej roślinie doniczkowej. Uwaga, pro tip – jeśli już zostaniecie zauważeni i będziecie w stanie dobiec do kryjówki, to zróbcie to. Policjanci są na tyle niemądrzy, że nie wykurzą Was stamtąd. Ciekawym pomysłem twórców jest też możliwość uwięzienia Bogu ducha winnych funkcjonariuszy w niektórych pomieszczeniach. Wystarczy, że zwabicie takiego delikwenta w wybrane miejsce, znajdziecie szafę do przesunięcia i ciach, problem z głowy!

IFun4All chwaliło się klimatem lat 70-tych minionego stulecia, który starali się zawrzeć w swej produkcji. Dziś mogę z ulgą stwierdzić, że im się to udało. Genialny charakter Serial Cleanera aż wylewa się z ekranu komputera! Klasyki amerykańskich szos odwzorowane w bardzo schludnym, niemal minimalistycznym stylu. Stroje bohaterów, mundury policjantów, a nawet same poziomy kojarzyć się Wam będą właśnie z tamtą epoką. Do tego wszystkiego dorzucę jeszcze muzykę, która może denerwować po pewnym czasie, lecz bez niej gra byłaby nijaka. Słuchając niektórych utworów przypominały mi się klasyki skomponowane przez Lalo Schifrina, do filmów „Brudny Harry” czy „Bullitt”. Jeśli nie widzieliście któregoś z nich, to zachęcam do nadrobienia zaległości!

Na koniec zostawiłem sobie jeszcze słówko o genialnym humorze, z jakim zetkniecie się grając w Serial Cleanera. Ktoś, kto projektował poziomy, musiał nieźle się bawić wrzucając co rusz jakieś nawiązania do szeroko rozumianej popkultury. Ponadto, po ukończeniu trybu fabularnego i odblokowaniu bonusowych plansz będziecie mogli odwiedzić scenerie rodem z filmów: Obcy, Gwiezdne Wojny, czy nawet Wejście Smoka!

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *