Doki Doki Literature Club! – gra w grze w grze…

Doki Doki Literature Club! – gra w grze w grze…

Lubię dziwne gry. Lubię też gry nie do końca “growe”, bawiące się medium i łamiące zasady. Fascynuje mnie jak różnorodnie można opowiedzieć historię w sposób interaktywny i niebezpośredni. Zarówno Steam, jak i moi znajomi przekonywali mnie, że Doki Doki Literature Club! będzie taką grą. Niestety, muszę się przyznać, że klimaty “chińskich bajek” nie do końca do mnie trafiają, więc zniechęciła mnie mangowa oprawa graficzna produkcji. W końcu jednak, dodatkowo zachęcona ostatnim filmikiem od Game Theorists stwierdziłam, że najwyższy czas zmierzyć się z tym słodziachnym dating simem i zobaczyć co z tego wyniknie. I muszę bez ogródek przyznać, jest to jedna z najlepszych, najinteligentniejszych gier tego roku.

Tak jak wspomniałam, gra jest (między innymi) dating simulatorem i tak też jest prezentowana m.in. w sklepie Steam. Wszystkie grafiki prezentowane na stronie gry są urocze, niewinne i nie zwiastują niczego “niedobrego”. W opisach również nie pojawia się nawet wzmianka o drugiej, mrocznej twarzy Doki doki. Jedynie patrząc na tagi możemy zauważyć, że najbardziej popularnym w tym wypadku jest “horror psychologiczny”. Dopiero po zainstalowaniu gry pojawiają się już jasne ostrzeżenia, że nie jest to produkcja dla dzieci ani osób wrażliwych. Za specjalnie wrażliwą się nie uważam, więc przyjęłam ostrzeżenia do wiadomości i przeszłam do różowiutkiego menu, gdzie powitały mnie cztery uśmiechnięte dziewczęta w stylu mangowym. Odpalam grę, a tu…

Cóż… A tu zwyczajny symulator randkowania. Na dodatek z potwornie oklepaną historią. O co mniej więcej chodzi? Jestem uczniem, którego przyjaciółka z dzieciństwa, Sayori, namówiła do przystąpienia do klubu literackiego, gdzie sama uczęszcza. Po pojawieniu się na spotkaniu klubu nasz bohater odkrywa, że są tam z same urocze dziewczyny i przez następne kilka dni usiłuje zbliżyć się do jednej z nich. Klubowiczek jest cztery: wesoła i energiczna Sayori, Natsuki, typowa tsundere o drobnej figurze i różowych włosach, ciemnowłosa, nieśmiała Yuri oraz Monika.

No właśnie, Monika. Już samo jej imię ma dziwny wydźwięk na tle postaci nazwanych klasycznie, po japońsku. Monika jest przewodniczącą klubu i nie jest przewidziana jako “dating option”. Ma klasyczną rolę enpeca, który pomaga ci się zorientować w sytuacji i wszystko wie o twoich potencjalnych romantycznych “celach”. Ma na celu ułatwić graczowi zbliżenie się do wybranej postaci.

W tym momencie gra jest skrajnie liniowa i prawie w ogóle nie oferuje interaktywności. W dialogach nie mamy wyboru odnośnie tego, co powie nasza postać. Naszym jedynym sposobem na wpłynięcie na rozgrywkę jest pisanie wierszy na potrzeby klubu literackiego. Mechanika “pisania” jest bardzo prosta: wybieramy po jednym słowie z grupy kilkunastu przedstawionych na kartce, próbując zdecydować, które najbardziej przypadnie do gustu naszej wybrance. Jeśli słowo odpowiada charakterowi tej postaci, jej ikonka z lewej strony radośnie podskakuje. Wyboru dokonujemy dwadzieścia razy, a im bardziej wiersz jest “dedykowany” konkretnej osobie, tym większe mamy u niej szanse.

Następnie wymieniamy się wierszami z innymi bohaterami na forum klubu. Tutaj pojawiają się pierwsze znaki, że coś jest z grą “nie tak”. Wiersze Natsuki, Yuri i Sayori są piękne i zaskakująco zróżnicowane stylistycznie, ale dość przewidywalne, natomiast wiesz Moniki… jest dziwny. Bardzo mroczny i niezrozumiały, co bardzo kontrastuje z jej poukładanym, pomocnym charakterem. Sama bohaterka, w przeciwieństwie do reszty, swoje dzieło tłumaczy bardzo enigmatycznie. Na kolejnych posiedzeniach klubu jej wiersze są równie dziwne. Niepokojąco zaczyna również wyglądać twórczość Sayori, w której da się wyczuć pewien smutek i bezradność. Czy nasza radosna przyjaciółka boryka się z jakimiś problemami? Odpowiedź na to pytanie poznajemy pod koniec “aktu 1” (piszę w cudzysłowiu, gdyż gra nie jest podzielona na oficjalne akty), i przyznaję, że już tutaj moja szczęka szurała po ziemi.

Po szczerej rozmowie z Sayuri dowiadujemy się, że dziewczyna boryka się od wielu lat z depresją! Jak sama przyznaje, swoim radosnym, przyjacielskim zachowaniem chce uszczęśliwiać innych, bo tylko to nadaje jej życiu jakikolwiek sens. Ostatnio pogorszyło jej się do tego stopnia, że często nie potrafi znaleźć powodu aby wstać z łóżka – dlatego też często spóźniała się do szkoły, co nasz bohater tłumaczył sobie roztrzepaniem dziewczyny. Dodam, że ogólny wydźwięk gry nie dotyczy depresji(o czym zaraz się przekonacie), ale mimo to twórcom udało się przedstawić niezwykle realistyczny obraz tej choroby. Tak jak wspominałam przy okazji recenzji Indygo, gry zajmujące się tematyką zaburzeń psychicznych (jak również i inne media) często przedstawiają chorą osobę w bardzo archetypiczny sposób, jako zakopanego w kołdrze smutasa, najlepiej artystę. Przyczynia się to do propagowania zafałszowanego obrazu depresji, co może się przyczyniać nawet do tego, że chorzy niepasujący do archetypu czują się jak symulanci i tak są też traktowani przez społeczeństwo.

Następne trzy akapity będą pełne spoilerów, gdyż odczuwam pilną potrzebę wygadania się o tej pokręconej produkcji, jeśli więc nie chcesz wiedzieć nic więcej na temat fabuły, przeskakuj dalej! 🙂 Sayori wyznaje nam też, że z powodu jej choroby, każda forma troski czy też zainteresowania jej osobą sprawia jej fizyczny ból, bo nie chce być dla ludzi ciężarem. Mimo to zapewniamy dziewczynę o tym, że zawsze będziemy się o nią troszczyć. Trochę później następuje kolejna rozmowa z Sayori, gdzie możemy wybrać czy wyznajemy jej miłość bądź zapewniamy ją o naszej dozgonnej przyjaźni. Nasz wybór nie ma jednak znaczenia – zarówno nasze uczucie, jak i jego brak w końcu niszczy dziewczynę. Sayori na następny dzień nie pojawia się w szkole. Zaniepokojeni ruszamy do jej domu, gdzie odnajdujemy ją powieszoną w jej pokoju. W tym momencie muzyka w tle zaczyna się wykręcać i zapętlać, ekran glitchuje i jesteśmy poinformowani o błędzie w dokumencie traceback.txt. Gra staje się nieresponsywna, nie możemy zrobić nic oprócz jej opuszczenia. Po zerknięciu do wyżej wymienionego pliku znajdujemy niepokojący fragment:

“O kurcze… Mam nadzieję, że nic nie zepsułam? Chwila, chyba to naprawię… W zasadzie, wiesz co? Po prostu ją usunę. To ona wszystko utrudnia. Ahaha!”

Ktoś manipuluje samym kodem gry! Tylko kto? Po ponownym włączeniu gry, wszystko pozornie wraca do normy, oprócz tego, że w menu głównym zamiast Sayori mamy przedziwną kupkę glitchów. Włączając grę (od nowa, gdyż nasze save’y zniknęły) przekonujemy się, że nasza przyjaciółka zniknęła z gry. Wszystko inne wydaje się być pozornie takie samo – znów lądujemy w klubie literackim, ale tym razem zaprasza nas sama Monika. Nasz początek przygody z klubem wygląda tak samo – poznajemy dziewczyny, piszemy wiersze i wymieniamy się nimi. Szybko jednak zaczyna się robić dziwnie – dzieła obu dziewcząt, Yuri i Natsuki, są coraz bardziej przerażające, same postacie również zachowują się niepokojąco. Tylko wiersze Moniki są wciąż takie same. Im bardziej zbliżamy się do którejś z klubowiczek, tym bardziej poznajemy jej mroczną stronę (przy czym Monika nadal nie może być naszą opcją randkową). Gra coraz częściej glitchuje, normalne teksty postaci są zastępowane czarnymi kwestiami o przerażającym wydźwięku. W końcu, w zależności od tego kogo wybierzemy, okazuje się, że Natsuki jest niedożywiona i bita przez ojca, a Yuri jest tnącą się, bipolarną fetyszystką. Wow. W tym samym czasie Monika wciąż usiłuje udawać, że wszystko jest w porządku i nic dziwnego się nie dzieje. Nasz drugi akt kończy się samobójstwem Yuri (znowu, niezależnie od naszych wyborów).

Z trupem Yuri jesteśmy zmuszeni siedzieć przez dwa dni (te prawdziwe, ale na szczęście grę można znacząco przyspieszyć), po czym pojawia się Monika. Dziewczyna wyznaje nam, że “nie poszło to do końca po jej myśli” i że zaraz naprawi sytuację. Gra się restartuje i po raz kolejny wita nas menu główne. Po rozpoczęciu nowej gry pojawia się tylko Monika. Zniknęło wszystko – klasa, dziewczyny. Jest tylko dziwny pokój, za którego oknami kłębi się pustka, i jest ona – Monika. Tłumaczy nam, że po odkryła, że jest świadoma i że znajduje się w grze. Jej odczucia obrazowała w swoich wierszach, dlatego też był tak odmienne od reszty dziewcząt. Bardzo chciała zostać naszą wybranką, ale nie pozwoliła jej na to gra, zaczęła więc ją zmieniać. Najpierw doprowadziła do śmierci Sayori, potem “podkręciła” negatywne cechy Yuri i Natsuki, abyśmy ich nie polubili. To się jednak zdało na nic, więc postanowiła wyczyścić całą aplikację i usunąć wszystkich bohaterów, abyśmy mogli zostać sam na sam. Przy tym, dziewczyna zdradza nam, gdzie w dokumentach gry znajdują się pliki postaci, co umożliwia nam usunięcie jej samej.

Koniec ze spojlerami, teraz trochę analizy! Kurcze, ciężko wszystkie smaczki i zabiegi zastosowane w grze w trzech krótkich akapitach, dlatego chciałabym podkreślić, że mój krótki opis nie wyczerpuje pokręconej fabuły produkcji. Tak jak wspomniałam, gra jest “meta” do bólu, aż zaczyna kwestionować samą siebie. Jest to rosnący trend w grach niezależnych, co dla mnie jest bardzo interesujące, gdyż lubię podchodzić teoretycznie do gier i badać granice ich definicji. Tego typu eksperymenty oferują wartościowe spojrzenie na to, co czyni grę grą i czym jest w ogóle grywalność. Doki doki bawi się tymi kwestiami w genialny sposób, jednocześnie zapewniając nam świetną fabułę przekazaną w inteligentny sposób. Ponadto jest po prostu przerażająca i bezpardonowo wrzuca nas głową w dół w “uncanny valley”!

Doki Doki eksploruje nowe sposoby storytellingu w mediach interaktywnych, co przyznaje sam autor, Dan Salvato, który w liście na końcu “golden endingu” przyznaje, że jest zauroczony tym, w jaki sposób visual novels, i gry w ogóle są w stanie przedstawać historie. W produkcji fabuła nie tylko jest przekazywana w tradycyjny sposób, czyli w dialogach, ale jest również poukrywana w plikach gry, glitchach czy pozornie bezsensownych notatkach i wierszach.Nie ma tutaj ani jednej rzeczy bez znaczenia. Znalazłeś list, gdzie większość tekstu jest zaczerniona? Wrzuć go do Photoshopa, podkręć kontrast, a otrzymasz pełny tekst. Wiersz jednej z bohaterek wydaje się być zlepkiem randomowych liczb i cyfr? To tak naprawdę kod Base64. Pliki postaci to tylko pliki? Spróbuj pozmieniać ich rozszerzenia i zobacz co się stanie.

Jak można było się spodziewać, gracze połączyli siły i zdekodowali chyba wszystko, co zawarte było w plikach i w samej grze. W całej produkcji poukrywane są teksty i wskazówki, które wspominają o Trzecim Oku, które aktywuje niekontrolowaną chęć zabijania oraz o tym, że postacie tak naprawdę pochodzą z innej gry. Jeden z tekstów zakodowanych w pliku Moniki zdaje się wskazywać, że wszystkie dziwne rzeczy, które dzieją się w grze nie są do końca jej winą i że bohaterka ma nadzieję, że w przyszłości pomożemy jej uratować dziewczyny. Ponadto, w pliku Yuri ukryty został (bardzo skrzętnie) link do strony http://www.projectlibitina.com/. W stronie zawarte jest coś na kształt sprawozdania z doświadczenia. Jego przedmiotem jest tajemnicza Libitina, której wiek, oraz przedziwne reakcje na eksperyment zgadzają się z Yuri. Dodatkowe wskazówki twórcy ukryli nawet w samym fan packu. Jedne z grafik promocyjnych pokazują bohaterki splątane dziwnymi czerwonymi nićmi. Yuri, jako jedyna nie jest splątana – nici wychodzą od niej! Wskazuje to na jej wpływ na bohaterki. Kolejna z grafik przedstawia Yuri bawiąca się nożem koło plakatu z okiem. Wszystko wskazuje na to, że to ona jest Libitiną!

Co to wszystko oznacza? Team Salvato stworzyło grę, która jest w pewnym sensie sprytną promocją ich nadchodzącej produkcji, ale i też jej częścią! Wiele ukrytych informacji, również tych nie wspomnianych przez mnie sugeruje, że to Monika będzie bohaterką nadchodzącej produkcji, a Yuri będzie głównym antagonistą, mroczną Libitiną. Gra ma pojawić się w 2018 roku i podejrzewam, że może zawierać wiele odniesień do Doki Doki Literature Club. Mamy więc grę w grze (horror ukryty za dating simem) w grze (promocja i położenie fundamentów pod nadchodzący pełnoprawny horror). Jestem pod OGROMNYM wrażeniem tego pomysłu i wykonania i z pewnością będę dokładnie obserwować poczytania Team Salvato.

Doki Doki Literature Club! To unikatowy tytuł na rynku gier. Myślę, żę to pozycja obowiązkowa dla każdego fana horrorów i dobrego storytellingu. Gra jest niesamowicie przemyślana, do tego stopnia, że przewiduje nawet nasze manipulowanie save’ami czy streamowanie jej na Twitchu (Monika od razu Cię przejrzy!). Nie jest jednak jedynie kolejna meta gra – mamy tu do czynienia ze sprytną promocją i stworzeniem czegoś na kształt zalążka pod nadchodzącą dużą produkcję studia Team Salvato. Poukrywane w grze wskazówki mówią wyraźnie o Trzecim Oku i o tym, że postacie tak naprawdę nie należą do gry w której się znajdują. Gra jest tak nabita smaczkami i easter eggami, że nie sposób wymienić wszystkich w jednej recenzji. Doki Doki przeraża, fascynuje i droczy się z graczem. Ponadto, gra nic nie kosztuje, więc nie można się wymigać od zagrania ceną!

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

3 thoughts on “Doki Doki Literature Club! – gra w grze w grze…

  1. Największe wrażenie w Doki Doki Literature Club zrobiła na mnie śmierć Sayori. Aż by się chciało rzuć czarnym humorkiem, że wisiała tak słodko… 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *