Domina, czyli symulator zarządcy gladiatorów

Domina, czyli symulator zarządcy gladiatorów

Filmy takie jak Gladiator z Russellem Crow, Quo Vadis z Pawłem Delągiem, czy Ben Hur potrafią wciągnąć widza w ten specyficzny, starożytny klimat. Nie wiele jest na rynku gier, przenoszących charakter tamtych produkcji, na w pełni interaktywne medium. Na całe szczęście fanów historii antycznej ucieszy fakt, iż na Steamie jakiś czas temu pojawiła się Domina!

Mówiąc iż na rynku nie ma gier o starożytnym Rzymie, lekko przesadziłem. Mieliśmy przecież Ryse: Son of Rome, Rome Total War, czy też Quadriga. Jednak żaden z tych tytułów nie porwał mnie na dłużej – pierwszy z wymienionych zabił klimat zbyt dużą ilością QTE, Rome Total War to po prostu kolejna strategia czasu rzeczywistego, a ostatni z wymienionych to średnio udana ściganka. Z kolei Apotheon, który również wpisuje się w ten nurt, jakoś do mnie nie trafiał. Dolphin Barn idealnie więc trafiło w niszę, którą z łatwością wypełnili swym najnowszym tytułem – Domina. Cóż to takiego? Otóż jest to mocno rozbudowany, skomplikowany symulator pozwalający nam wcielić się w zarządcę szkoły gladiatorów. Zadaniem gracza jest nie tylko szkolenie ich w walce, ale i dbanie o ich dobro i zdrowie. Choć główny cel gry jest zupełnie inny…

Dobrze wiecie jak to historycznie wyglądało – gladiatorami byli w większości niewolnicy i skazańcy, którzy na arenach walczyli o swoją wolność. Jeśli byli nie wystarczająco dobrzy, nie liczyli się w oczach swych panów. Tak też jest w Dominie – wojownicy są jedynie narzędziem w naszych rękach, które zapewnić ma nam sławę w starożytnej Italii. Mamy na to rok (ten w grze), czyli mniej więcej 3 godziny czasu rzeczywistego.  Może się Wam wydawać, iż jest to baaardzo krótki czas i zupełnie nie opłaca się kupić tego tytułu. Nic bardziej mylnego! Szybkie tempo i mnogość opcji z pewnością zawrócą Wam w głowie, tak jak zrobiły to mnie. W trakcie pierwszej rozgrywki popełniłem multum błędów, które uniemożliwiły mi kontynuowanie historii. Dlatego właśnie z 3 teoretycznych godzin szybko robi się ich około 10-15, zanim Domina zdąży Was znudzić lub zdenerwować. Mówiąc “zdenerwować”, miałem na myśli wkurzyć tak, że będziecie mieli ochotę usunąć omawiany tytuł z komputera.

Przejdźmy do samej mechaniki rozgrywki, która zachwyca i przeraża zarazem. Na początku pierwszej gry co prawda zostajemy uraczeni tutorialem, ale między nami mówiąc, nie był on zbyt pomocny. Ot takie króciutkie fabularne wprowadzenie i wytłumaczenie absolutnych podstaw. Wcielamy się więc w kobietę, zarządzającą szkołą gladiatorów. Przy naszym boku znajdziemy Legata i Magistra. Pierwszy z nich oferuje nam sprzedaż profesjonalnych wojowników, z kolei ten drugi specjalizuje się w handlu zwykłymi niewolnikami. Kupno wyszkolonego zabójcy jest oczywiście o wiele droższe niż zakupienie niewyposażonego, nietrenowanego biedaka. Oprócz tych dwóch jegomościów, w grze pomagać nam będzie również Doctore. Dzięki niemu możemy odkrywać nowe techniki walki oraz klasy dla naszych gladiatorów. Jakby tego było mało, w każdej chwili możemy wynająć dodatkowych pracowników, takich jak architekt (pozwala rozbudowywać infrastrukturę), bard (boostuje morale) czy też doradca do spraw szemranych walk.

Każdy kto nam pomaga ma swoje wymagania – oprócz pieniędzy, musimy zapewniać im każdego dnia odpowiednie racje żywieniowe oraz wodę. Jak się pewnie domyślacie, nie jest to wcale takie łatwe, zwłaszcza jeśli oprócz pracowników mamy na głowie kilkunastu wojowników! Sposobów zdobywania potrzebnych zasobów jest mnóstwo – od prostych zakupów, po tworzenie upraw rolnych. Jeśli i to nie wystarcza, zawsze możemy udać się na podziemną arenę, by tam wziąć udział w „nielegalnych” walkach. Od tych zwykłych różnią się przede wszystkim tym, że jeżeli nie mamy zatrudnionego wcześniej wspomnianego specjalisty, to nie mamy pełnej wiedzy o przeciwniku. Oznacza to, że wystawiając swego najlepszego wojownika sporo ryzykujemy!

Początkowo myślałem, że gra już od pierwszego uruchomienia umożliwia nam wcielenie się w wojownika na arenie. Dlatego ogromnie się zdziwiłem, kiedy podczas walki mogłem jedynie bezczynnie patrzeć na brutalną i niesprawiedliwą śmierć podopiecznego. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to właśnie Doctore umożliwi mi to, co chciałem dostać wcześniej – kontrolę podczas walki. Szybko odblokowałem potrzebną umiejętność i ruszyłem do ataku. Jak się pewnie już domyślacie, AI lepiej sobie w tym radziło. Okazuje się, że czasem lepiej skupić się po prostu na rozwoju zawodnika, niż ślepo wierzyć, że przegrana była winą komputera.

Zostańmy w temacie umiejętności jeszcze przez chwilę. Trenując naszych gladiatorów musimy pamiętać o kilku cechach – Agility, Strength, Weapon, Defense i Meditate. Warto rozwijać je w miarę równomiernie, tak by nie stworzyć człowieka o ogromnej sile i niskim poziomie obrony. Oprócz tych cech, każdy zatrudniany przez nas wojownik posiada trzy pasywne zdolności – Aggro, Turtle, Evasion i Stamina. Analizując je powinniśmy dokonać wyboru, jakiego typu gladiatorem zostanie nasz nieszczęśnik. Tych z kolei mamy trzy typy. Pierwszy – Thraex – to typowy gladiator z tarczą, dobry we wszystkim, czyli tak naprawdę przeciętny na każdym polu. Retarius z kolei wyposażony będzie w siatkę i harpun – szybki, groźny, ale wystarczy jeden silniejszy cios i pada niczym mucha. Murmillo (ten trzeci) jest typowym tankiem – tarcza, miecz, kupa muskułów, to wszystko wystarczy by powalić pozostałe klasy. Oczywiście znów na początku gry dostępny jest jedynie trening Thraexa, a resztę możemy odblokować u Doctore.

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to mamy tu do czynienia z przecudownym pixel artem, którego jestem wielkim fanem. Charakter gry idealnie koresponduje ze stylem przyjętym przez Dolphin Barn, a wszystko dopełnia klimatyczna muzyka. W sumie to wszystko co mogę na ten temat powiedzieć, ponieważ tak naprawdę reszta jest zupełnie poprawna. Nic więcej. A szkoda, bo można było pokusić się tu o więcej ciekawych efektów cząsteczkowych i animacji, których momentami brakuje.

Mimo tych niewielkich błędów i pewnego znacznego problemu, jakim jest słaby balans, w Dominę gra się naprawdę przyjemnie. Jest to bardzo, ale to bardzo trudny symulator, jednak według mnie ma ogromny potencjał by stać się tytułem dostępnym dla każdego casuala. Wystarczy jedynie popracować nad balansem, dodać jakieś pośrednie save’y, tak by użytkownik nie tracił od razu najlepszych wojowników. Dodatkowo można by np. przyspieszyć rozwój pozostałych posiadanych przez nas niewolników, by jakoś załagodzić straty. Podsumowując, Domina to naprawdę dobry tytuł, któremu do pełnego sukcesu brakuje dosłownie kilku update’ów. Czy warto wydać na niego te kilka euro? Jak najbardziej! 

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *