Dream Daddy – znajdź wymarzonego tatusia!

Dream Daddy – znajdź wymarzonego tatusia!

Randkowanie tatusiem z innymi tatusiami – czy to kolejna pokręcona gra w stylu Hatoful Boyfriend, czyli symulatora randkowania z gołębiami? Dream Daddy zdecydowanie sprawia takie wrażenie na pierwszy rzut oka, szczególnie pod względem grafik promocyjnych, które do złudzenia imtitują klasyczne symulatory randek – mnóstwo serduszek, różu i tatuśków w seksownych pozach. Nic jednak bardziej mylnego! Produkcja studia Game Grumps pod niepoważną, żartobliwą otoczką przemyciła naprawdę dojrzałe kwestie ojcostwa, relacji rodzinnych, dorastania i przeszłości, z którą trzeba się zmierzyć.

Naszą przygodę z tatusiami rozpoczynamy od utworzenia naszej własnej, unikatowej dadsony. Tutaj niestety można przeżyć małe rozczarowanie – postacie ojców w grze są zdecydowanie ciekawe i pełne szczegółów, nasz bohater jednak taki nie będzie. Oferowany nam wybór atrybutów nie jest zbyt różnorodny i muszę przyznać, że nie byłam w pełni usatysfakcjonowana moją dadsoną. Niektóre opcje przy tworzeniu postaci są dość bezużyteczne, jak chociażby dodanie cienia padającego na twarz, który po prostu wygląda jak brud. Po zapoznaniu się z grą dziwią też opcje wyboru budowy ciała – możemy sobe wybrać szeroką, umięśnioną klatę, która zdecydowanie kłóci się z charakterem głównego bohatera, który jest fanem śmieciowego żarcia, a dresy preferuje ubierać wyłącznie do leżenia na kanapie. Ale cóż, zawsze można uznać, że nasz ojciec to wyjątkowy farciarz, którego ciało przekuwa cukry proste i tłuszcz w czystą tkankę mięśniową.

Dream Daddy wzorowało się na klasycznej estetyce symulatorów randkowania, więc nie mamy tu zbytniej obfitości interakcji. Standardowo co jakiś czas mamy wybór linii dialogowej od której zależy czy z naszej postaci wzbiją się serduszka czy czarne kłęby dymu. Jeśli wybierzemy naprawdę trafną odpowiedź, z tatusia wylecą również bakłażany! Im więcej serduszek, tym lepiej nam idzie na randce i mamy większą szansę na nawiązanie dobrej relacji z wybranym ojcem. Jednak na związek możemy liczyć wyłącznie z jedną postacią – nie ma możliwości grania na kilku frontach (dzięki Wiedźminowi wiemy jak to się kończy). Możemy oczywiście „wypróbować” każdego tatuśka, ale trzecia randka oznacza już zobowiązanie – właśnie ta osoba stanie się twoim Dream Daddym. Dlatego też warto grę przejść kilkukrotnie, aby dowiedzieć się jaka przyszłość czekałaby na nas z każdym z bohaterów. Twórcy dodali możliwość przyśpieszania dialogów aż do momentu wyboru, abyśmy nie musieli męczyć się kilkukrotnie z tymi samymi rozmowami. Bardzo przydatne, szczególnie, że tekstów jest naprawdę wiele!

Zdecydowanie nie poleciłabym produkcji osobom, które nie przepadają za czytaniem czegokolwiek w grach i są nawykłe do natychmiastowego pomijania cutscenek. Ddaddy wymaga od gracza przede wszystkim chęci skupienia się na historii i postaciach, co oznacza bardzo, bardzo dużo czytania. Jednak naprawdę warto zagłębić się w świat tatusiów, gdyż fabularnie, tak jak wspominałam, naprawdę na poziomie – aż narzucało mi się porównanie do Night in the Woods, tylko w wersji mniej millenialsowej. Tak jak wspominałam na początku, gra potrafi naprawdę poruszyć. Każdy z ojców ma swoje problemy i dylematy związane z wychowaniem dzieci. Mamy tu spojrzenie na rodzicielstwo z kilku różnych stron, jak na przykład z perspektywy ojca-perfekcjonisty czy tej ojca, który po latach próbuje odbudować relację z córką. Naszego bohatera poznajemy również w trudnym momencie życia, gdy jego córeczka szykuje się do wylotu z rodzinnego gniazdka na studia, a on sam zaczyna mieć wrażenie, że oddala się od swojego dziecka. Wszystko oczywiście okraszone jest solidną porcją dad jokes, czyli typowych, irytujących żartów rodzicielskich, które zazwyczaj opierają się na bardzo suchych grach słownych.

Gra bardzo ochoczo bawi się konwencjami związanymi z ojcostwem, tak jak już wspomniane dad jokes, czy też technologiczne upośledzenie rodzicieli. Urocze są „ojcowskie rady” na ekranach ładowania – naprawdę warto się wczytać, bo są tam takie kwiatki jak „Hoduj własne warzywa, bo to chyba taniej”, „Solówka z Kid Charlemagne jest najlepszym gitarowym solo w historii”, albo „Idź zapytać matki”. Przewijają się nawet istotne rady odnośnie wyborów w grze, ale tych spoilerować nie będę!

Warto też wspomnieć o minigrach wplecionych w rozgrywkę. Moją ulubioną była bitwa na ojcowskie przechwałki. Gdy jeden z ojców chwali w rozmowie z nami swoją córkę, włącza się nam „ojcowski instynkt” i przenosimy się do walki w konwencji 8-bitowej, gdzie głównym atakiem jest wychwalanie osiągnięć naszego dziecka. Niestety, potomek naszego przeciwnika jest młodym geniuszem, więc tę walkę przegrywamy sromotnie. Niech no tylko poczeka, aż nasza córka zostanie w końcu słynnym fotografem!


Dream Daddy robi wrażenie zarówno pod względem designu postaci, oprawy muzycznej jak i oryginalnego podejścia do uwielbianej i zarazem znienawidzonej mechaniki dating sima. Gra oferuje ciekawy komentarz na temat ojcostwa, jednocześnie we wdzięczny, bezpretensjonalny sposób robiąc ukłon w stronę tematyki LGBTQ. Nic dziwnego, że gra pozyskała sobie spory fandom już w pierwszym tygodniu od jej wydania, a Internet zapełnił się fan artem Ddaddy. Tatusiowie są bohaterami wyrazistymi i przekonującymi, a gra pełna jest sekretów i chce się ją przechodzić raz po raz. Nie polecam jednak osobom, którzy nie przepadają za dużą ilością czytania w grze, a stosunkowo niewielką liczbą interakcji. Jeżeli jednak dialogi wam niestraszne i macie ochotę nacieszyć oczy przystojnymi tatusiami to koniecznie zagrajcie!

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *