Everspace – kosmiczne strzelanki wracają do łask

Everspace – kosmiczne strzelanki wracają do łask

Kosmiczne strzelanki wydawałoby się, że przeszły już dawno do lamusa. Jednakże na horyzoncie pojawiła się iskra nadziei, a mówię tu oczywiście o genialnej produkcji niemieckiego studia Rockfish – Everspace. Tytuł ten zadziwia na każdym polu, przywołując z dalekich odmętów ludzkiej pamięci wspomnienia dotyczące filmów z gatunku space-opera.

„Kosmiczna strzelanka, w której gracz nie może wysiąść ze statku w celu tzw. EVA to jakiś nonsens” – powiedziałby każdy nastolatek, ogrywający obecnie Minecrafta. Jednak dla nieco dojrzalszych graczy tytuł ten nabiera nie lada kolorytu i pozwala odbyć niebanalną podróż do lat dzieciństwa. Do lat, w których chcieliśmy wcielić się w postać młodego Luke’a Skywalkera walczącego z Imperium bądź Alexa Rogana broniącego galaktyki („The Last Starfighter”). Everspace pozwala spełnić nasze dawne marzenia, a dodatkowo robi to w naprawdę solidny sposób. Zanim wgryzę się w szczegóły dotyczące rozgrywki, czas jeszcze opowiedzieć sobie nieco o twórcach. Studio Rockfish nie po raz pierwszy sięga po gatunek space-shooterów, gdyż to właśnie oni stoją za kultową serią Galaxy on Fire! To właśnie dzięki nim mogliśmy odkrywać kolejne galaktyki na ekranach naszych telefonów (nie mylić ze smartfonami) i po raz pierwszy odczuwać to w trójwymiarze.

Czym dokładnie jest Everspace i jaką drogę przebył, by w końcu ukazać się na rynku w pełnej, grywalnej wersji? Otóż początkowo tytuł zaistniał w sieci jako niewielki kickstarterowy projekt, który oczywiście niemal od razu zdobył pełne finansowanie. Po kilku miesiącach rozwoju, devowie postanowili udostępnić prasie oraz graczom wczesną wersję gry. Niestety alfa oferowała naprawdę niewiele w porównaniu do wersji finalnej. Nie było tam praktycznie fabuły, nawet sam rdzeń rozgrywki – rozwój statku, sprawował się tragicznie. Miałem ogromne obawy co do tego tytułu i nigdy nie przypuszczałem, że po premierze będzie zbierać tak pozytywne recenzje na całym świecie!

Ogromnie się zdziwiłem, gdy po naciśnięciu klawisza „NOWA GRA”, powitała mnie całkiem porządnie wyglądająca cut-scenka okraszona profesjonalnym dubbingiem. Co prawda nie tłumaczyła ona zbyt wiele i znów zostałem rzucony na głębokie wody kosmicznej przestrzeni, lecz przynajmniej nie czułem się zaniedbany przez twórców. Do rzeczy – gracz wciela się w postać pilota statku kosmicznego, któremu cudem udało się umknąć swemu oprawcy. Wskakujemy za stery ubogo wyposażonego statku i mkniemy przez kolejne sektory galaktyki. Już w tym momencie powinna zapalić się Wam nad głową lampka – oho, mamy tu chyba nawiązanie do FTL. Everspace czerpie z niego garściami i robi to naprawdę dobrze. Spędzając w nim kolejne godziny, nie miałem wrażenia iż gram w bezczelny klon światowego hitu. Dlaczego? Już mówię…

Powodów jest multum, lecz zacznę od najbanalniejszego – Everspace oferuje nam zupełnie inną rozgrywkę. Nie mamy tu do czynienia z dwuwymiarowym, turowym space-simem, lecz z genialnie wyglądającą kosmiczną strzelanką, której zasady są zgoła inne od znanych nam z FTL. Tu liczy się przede wszystkim refleks, gromadzenie surowców i szybka akcja. Czasem ciężko nawet przełączyć tryb broni w trakcie walki, gdyż jest ona tak dynamiczna i wartka! Jednak nic nie cieszy oka tak jak pociski przemierzające przestrzeń kosmiczną oraz ogromne wybuchy statków…

Ponadto, od czasów alfy, Rockfish mocno rozbudowało system upgrade’u naszego wehikułu. Od teraz nawet pozornie nic nie znaczące zwiększenie danej statystyki o 1-2% może być tym tzw. „game changerem”. Do dyspozycji mamy bowiem ulepszenia takie jak zwiększanie szansy trafienia krytycznego, zwiększanie ilości możliwych do zamontowania ulepszeń i wiele, wiele innych. Ja osobiście polecam na początek inwestowanie w obrażenia krytyczne oraz szansę odnajdywania w kosmosie drogocennych znajdziek, gdyż w późniejszych etapach rozgrywki to mocno zaprocentuje!

Oprócz tego, devowie postanowili oddać w ręce graczy jeszcze dwie dodatkowe maszyny kosmiczne, które dostępne są dopiero po uzbieraniu odpowiedniej ilości golda. Praktycznie rzecz biorąc, przez około 5-6 godzin latamy pierwszym statkiem, a później możemy przesiąść się na coś mocniejszego. Muszę przyznać, że zabieg ten wywołuje chęć grania w Everspace bez przerwy już na początku, aż do momentu odblokowania wspomnianych wehikułów.

Zagłębiłem się w szczegóły rozgrywki, a nie powiedziałem o najważniejszym – Everspace mimo, iż jest przyjemnie wyglądającą strzelanką zręcznościową, tak naprawdę po pierwszym odpaleniu okazuje się być galaktycznym Dark Souls! Nie zdziwcie się jak Wasza rozgrywka zakończy się w trakcie zwiedzania pierwszego sektora. Na tym polega właśnie cała zabawa – latamy, giniemy, ulepszamy statek, rozpoczynamy rozgrywkę od nowa. Im więcej grindujecie, tym lepszą maszynę będziecie mieli, co z kolei spowoduje progres w eksploracji kolejnych poziomów.

Jeśli chodzi o level design, to niestety tu rzecz nie ma się najlepiej. Rockfish nie chciało by Everspace stał się ulepszoną wersją No Man’s Sky, więc cała dostępna przestrzeń podzielona została na pojedyncze poziomy lub jak kto woli „sektory”. Pozornie duże plansze po pewnym czasie wydają się być takie same, ubogie i nudne…

Jeśli macie akurat godzinkę wolnego w trakcie pracowitego dnia, to Everspace może okazać się dla Was idealną odskocznią od szarej codzienności. Genialne kosmiczne potyczki i godziny eksploracji powinny zredukować ilość stresu w organizmie, a piękna oprawa audiowizualna zabierze dech z piersi. Serdecznie polecam zapoznać się z tym tytułem, nawet jeśli nie mieliście szansy pograć w kultowe Galaxy of Fire, ani żaden inny galaktyczny tytuł!

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *