FAR: Lone Sails – recenzja

FAR: Lone Sails – recenzja

Kiedy gry tripple A zawodzą, a na rynku powoli zaczyna się sezon ogórkowy, ze świecą szukać porządnej produkcji. Na całe szczęście życie gracza ratują właśnie niezależne perełki, często niezauważane przez ogół społeczeństwa. Tak właśnie zdarzyło się i tym razem. Słyszeliście kiedyś o FAR: Lone Sails? Prawdopodobnie nie. Gdyby nie to, że zawodowo zajmuje się tworzeniem gier w Unity i akurat szukałem rozwiązania pewnego problemu, to do momentu premiery nie wiedziałbym nic o tym genialnym dziele! 

Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z tym niesamowitym tytułem. Główny programista studia Okomotive, odpowiedzialnego za FAR: Lone Sails, wstawił na YouTube swój wykład z Unity Europę dotyczący multiscene editingu. Od razu w oczy rzucił mi się design i klimat, jeszcze nie ukończonej produkcji. Mimo problemów technicznych i widocznych niedociągnięć gra po prostu mnie zachwyciła. Ponadto genialne podejście programistyczne spowodowało, że postanowiłem napisać maila do twórców by wgryźć się w temat jeszcze głębiej. Jeśli do tej pory nie zdaliście sobie sprawy z tego, że FAR: Lone Sails mnie całkowicie pochłonęło, to w tej chwili się Wam do tego otwarcie przyznaję. 

Żeby stworzyć arcydzieło czasem nie potrzeba wiele. Nie umniejszam tu oczywiście zasług całego studia Okomotive. Chodzi mi raczej o fakt, iż w branży gier liczy się przede wszystkim oryginalny pomysł. Jeśli go nie mamy, to choćbyśmy stawali na rzęsach to nic z tego nie wyjdzie. Okomotive znalazło „to coś” i tchnęło w nie całą swoją pasję. Zaledwie sześcioosobowe studio mieszczące się w Zurychu ma szansę odnieść taki sam sukces jak Playdead jeszcze kilka lat temu! Obecnie FAR: Lone Sails znajduje się na liście najlepiej sprzedających się nowości na Steamie. Mam nadzieję że utrzyma się tam przez długi, długi czas. 

FAR: Lone Sails w sklepie Steam otagowany został słowami kluczowymi „vehicle survival”. Nie dajcie się jednak zwieść tym mylnym opisom. Lone Sails to interaktywny poemat przepełniony smutkiem i grozą. W grze wcielamy się w bezimienną postać płci żeńskiej, a naszym zadaniem jest przemierzanie jałowego, postapokaliptycznego świata w poszukiwaniu nadziei. Nostalgiczny ton podkreślany jest na każdym kroku – produkcja wprowadza nas do gry pokazując bohaterkę stojąca przy grobie (prawdopodobnie swego ojca lub kogoś bliskiego). Dlaczego wyruszamy w podróż? Dlaczego opuszczamy dom rodzinny? Okomotive chce byśmy sami sobie odpowiedzieli na te pytania. Tego typu zabiegi to to czego według mnie brakuje we współczesnym gamingu. Coraz częściej historia wykładana jest odbiorcy na tacy, łopatologicznie tłumacząc każde niejasności. Tu jest inaczej – brak dialogów, jakichkolwiek tekstów sprawia, że FAR: Lone Sails zyskuje genialny klimat. 

Odstawię jednak w tej chwili moje przemyślenia i opowiem nieco o samej mechanice rozgrywki oraz o tym co tak właściwie możemy robić w grze. Otóż rdzeniem całej zabawy jest pojazd naszej bohaterki. To w nim spędzimy większość czasu, przemierzając nieprzyjazne, zniszczone krainy. Okomotive, bo tak też nazwany został masz wehikuł, napędzany jest dwojako. Po pierwsze, w środku znajdziemy ogromny silnik parowy, który zasilamy paląc w kotle przeróżne przedmioty. Te z kolei zbieramy w trakcie podróży, zatem nie martwcie się na pozór pusty świat nadal wypełniony jest sporą ilością paliwa. Oczywiście twórcy wprowadzili pewne zróżnicowanie, o którym opowiem za chwilę. Po drugie, nasza lokomotywa wyposażona została w ogromne żagle, z których korzystać możemy jedynie przy sprzyjających warunkach pogodowych. 

Tak jak mówiłem, statek napędzamy paląc przedmioty. Dokładniej mówiąc musimy wejść na odpowiedni przycisk by odpalić silnik, następnie dorzucić do pieca uderzając głową w drugi przycisk, a następnie pilnować poziomu pary. Gdy ten dojdzie do maksimum należy szybko stuknąć w kolejny przycisk by uwolnić nadmiar pary i zyskać chwilowe przyspieszenie. Co ciekawe, dorzucając do pieca wielkie beczki z ikoną ognia niszczymy silnik, który automatycznie się podpali. To samo dzieje się z podajnikiem pieca! Wtedy z kolei musimy biec czym prędzej do węża strażackiego i zatrzymać pożar. Nasz statek w trakcie podróży będzie również ulegał zmianom – co jakiś czas bohaterka znajdzie na drodze jakieś dodatkowe moduły usprawniające działanie pojazdu. Na początku będzie to żagiel, lecz w trakcie dalszej rozgrywki Okomotive wzbogaci się między innymi o automatyczny zbieracz przedmiotów, dzięki któremu nie będziemy musieli w ogóle się zatrzymywać by uzupełnić zapasy. 

Jak przystało na porządną grę zręcznościowo-logiczną w FAR: Lone Sails nie mogło zabraknąć zagadek do rozwiązania. Co jakiś czas nasza podróż zostanie przerwana przez przeróżne przeszkody, które bohaterka będzie musiała usunąć. Czasem przyjdzie nam naprawić jakiś mechanizm, czasem ugasić pożar, a czasem po prostu coś przesunąć. Bez tych aktywności gra prawdopodobnie znudziła by się przeciętnemu odbiorcy po 20 minutach. 

Oprawa graficzna po prostu powala swym minimalistycznym podejściem do tematu. Ręcznie malowane elementy nadają Lone Sails unikalnego klimatu, którego pozazdrościć może nie jedna produkcja tego typu. Optymalizacja stoi również na wysokim poziomie, ale to głównie zasługa nietypowego podejścia do tworzenia. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom gra ładuje nam fragmenty poziomu po najechaniu na odpowiedni trigger. W ten sposób tworzy iluzję ciągłości, mimo iż w danej chwili załadowany jest skrawek terenu. Wracając do oprawy audiowizualnej, całości dopełnia genialnie skomponowany soundtrack, podkreślający pustkę świata przedstawionego. 

Podsumowując, FAR: Lone Sails nie jest może obszernym tytułem i rewolucyjnymi mechanikami rozgrywki. Jednak czy tego powinniśmy oczekiwać od produkcji skupiającej się na opowiedzeniu graczowi poruszającej historii osamotnionej dziewczyny, szukającej swego miejsca w przytłaczająco ogromnym a zarazem pustym świecie? Według mnie nie, według wielu zagranicznych recenzentów również. Dlatego jeśli szukacie gry, która dogłębnie poruszy Was w niedzielny wieczór, to FAR: Lone Sails jest produkcją idealną! 

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *