Filary Ziemi – adaptacja powieści Kena Foletta

Filary Ziemi – adaptacja powieści Kena Foletta

Na wstępie muszę się przyznać, że fikcja historyczna, szczególnie ta osadzona w ciemnych wiekach, nie należy do moich ulubionych. Zawsze uznawałam zarówno ten okres w historii Europy, jak i setting dark fantasy ogólnie, za przygnębiający i nieciekawy – kojarzył mi się z posępnymi zamkami, surowaymi opactwami i przesiąkniętą chrześcijaństwem polityką. Dlatego też poznając Ken Follett’s The Pillars of the Earth nie byłam zaznajomiona z pierwowzorem, jakim była książka Filary Ziemi, a mimo to pierwszy epizod sprawił, że zdecydowanie nabrałam chęci na zapoznanie się z tą tysiącstronicową cegłą!

Myślę, że warto po krótce wspomnieć na początku, o czym opowiada książka Filary Ziemi. W skrócie rzecz ujmując, jest to osadzona w 12 wieku opowieść o okolicznościach powstania katedry w fikcyjnej angielskiej miejscowości Kingsbury. Był to burzliwy czas wojny cywilnej o tron Anglii, który po śmierci Henryka I został bez jasno określonego spadkobiercy. Część pierwsza growej adaptacji rozpoczyna się, gdy na tronie zasiada król Stefan. Jednak nie to jest głównym wątkiem przedstawionej w Pillarsach historii. Zamiast tego mamy trzy osobne historie, które w pewnych momentach się zbiegają. Zaczynamy od losów Toma Budowniczego (nie mylić z Bobem Budowniczym), który z dwójką dzieci i ciężarną matką podróżuje w poszukiwaniu pracy. Potem poznajemy opactwo w Kingsbury oraz jego przyszłego opata, Philipa. W końcu wcielamy się w Jacka, syna banitki mieszkającego w jaskini w lesie.

Choć tematyka nie wydaje się być zbyt wdzięczna jak na medium, które ubóstwia dramatyzm i przesadę w stylu inwazji zombie czy koniunkcji sfer, studio Daedalic świetnie sobie z nią poradziło. The Pillars of the Earth to produkcja o niesamowitym uroku i atmosferze, która czyni z niej coś więcej niż tylko kolejnego point’n’clicka. Pierwszą małą-dużą innowacją jeśli chodzi o ten gatunek jest dodanie opcji wyświetlenia myśli postaci na temat danego aktywnego przedmiotu. I o ile wypowiedzi postaci są całkowicie udźwiękowione, myśli są bezdźwięczne, wobec czego nie psują flow a doskonale budują charaktery głównych bohaterów. Ciekawym rozwiązaniem jest też opcja “ukierunkowaniej interakcji”. Wiem, że brzmi to dziwacznie, ale zasada jest prosta. Mamy sprawę, która w danym momencie zaprząta postać. Jej ikona znajduje się w prawym dolnym rogu. Możemy wybrać ją jak przedmiot z ekwipunku i z jej pomocą oddziaływać na przedmioty, aby dowiedzieć się, które dotyczą naszej sprawy.

Reszta mechanik jest w zasadzie klasyczna dla point’n’clicków. Co jest jednak nietypowe dla tego gatunku, nie mamy tutaj abstrakcyjnych, często nonsensownych zagadek i mnóstwa przedmiotów w schowku, dla których musimy znaleźć zastosowanie poprzez “wyklikanie”. W zasadzie odnosiłam wrażenie, że gram bardziej w wizualną powieść w stylu Telltale niż w klikacza. NIe było tu trudnych puzzli logicznych i temu podobnych zabiegów – głównym wyzwaniem było podejmowanie decyzji fabularnych. Muszę przyznać, żę wyszło to bardzo dobrze – naprawdę czułam konsekwencje moich wyborów i widziałam jak kształtują świat gry i moje relacje z innymi postaciami. W tym momencie moje porównanie do Telltale jest wręcz trochę nieadekwatne, gdyż w ich produkcjach decyzje tak naprawdę nie zmieniały biegu gry. Tutaj mamy realny wpływ na przebieg wojny.

Nie wspomniałam jeszcze o budzącym chyba największy podziw aspekcie gry, czyli o ręcznie malowanych tłach. Zdaję sobie sprawę, żę jest to coraz częsty zabieg w tego typu produkcjach, ale tutaj wyszło to naprawdę pięknie. Lokacje są bogate w detal i posiadają piękną, nastrojową kolorystykę. Momentami bohaterowie na ich tle wyglądają niemal biednie! Ładnie też ożywiono ten średniowieczny świat – animacje, choć skromne, prezentują się przyjemnie dla oka. Niestety, czasem gra miała problemy z dostosowaniem jasności – niektóre lokacje bywały z początku bardzo ciemne, potem drastycznie jaśniały i znów ciemniały, co trochę męczyło.

Na wyróżnienie zasługuje również gra aktorska. Co tu dużo pisać – łał! Żadna z postaci mnie nie drażniła, wszystkie pięknie się zgrywały i miło się ich słuchało. Jednym z aktorów jest sam Ken Follett, który wciela się w kantora – bardzo sympatyczne cameo. Tutaj jednak muszę już wstawić kolejnego minusa – udźwiękowienie. Muzyka praskiej Orkiestry FILMharmonicznej, choć robiła wrażenie, miała tendencję zagłuszania słów bohaterów. Gdyby nie napisy, grałoby się ciężko. Mam też wrażenie, że utwory trochę nieładnie się zapętlały, pozostawiając długie chwile ciszy. No, ale może to moje czepialstwo!

Nie byłabym jednak sobą gdybym trochę nie ponarzekała, szczególnie przy dark fantasy. Dla mnie, jako dla osoby nieznającej książki i nie przepadającej za politycznymi zawiłościami ciemnych wieków początek był dość trudny. Może nie dosłownie sam początek, gdyż dramatyczne losy rodziny Toma Budowniczego zdecydowanie mnie poruszyły, ciężej jednak zrobiło się w momencie, gdy wcieliłam się w mnicha Philipa i wraz z nim zagłębiłam się w problemach opactwa w Kingsbury. Ech. Trochę pogubiłam się w tym nadmiarze polityki i historii i przez jakiś czas nie do końca wiedziałam co robię. I chociaż w końcu wciągnęło mnie rozwiązywanie problemów opactwa, Philipa polubiłam najmniej ze wszystkich postaci.

Jeśli jednak takie klimaty do Was przemawiają, bądź też jesteście fanami powieści Filary Ziemi, to z pewnością mogę gorąco polecić Ken Follett’s The Pillars of the Earth. Zresztą, nawet gracze niebędący fanami mroku i matactw angielskiego średniowiecza będą usatysfakcjonowani – gdyż gra oferuje rozgrywkę, która naprawdę potrafi wciągnąć, urzekające, ręcznie malowane tła, a wszystko to okraszone rewelacyjną grą aktorską i nastrojową muzyką. A jeśli się wam spodoba, w przyszłości możecie oczekiwać dwóch kolejnych ksiąg stanowiących kontynuację historii Kingsbury. Jest na co czekać!

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *