Gang Beasts – ponawalamy się?

Gang Beasts – ponawalamy się?

Niezdarne ciosy, niedorzeczne otoczenie, głupawe odgłosy i zabawne postacie – to przepis Gang Beasts na genialną imprezową bijatykę dla kilku osób. Brzmi jak coś, co nie może się nie udać, prawda? Gdy po raz pierwszy zagrałam w tę grę jakieś pół roku temu, byłam pewna, że tak odjechany pomysł na pewno stanie się kultową pozycją dla fanów lokalnego co opa. Po tych kilku miesiącach postanowiłam sprawdzić co też twórcom udało się uczynić z tak urzekającym projektem.

Zanim jednak przejdę do omawiania zmian, jakim podlegała gra, opowiem pokrótce czym jest Gang Beast i co mnie w tym tytule ujęło. Tak jak wspominałam, jest to lokalna bijatyka na kilka osób (teraz posiada również multiplayer, o którym opowiem nieco później), autorstwa studia Boneloaf. Każda z postaci jest niezgrabnym blobem z głową i kończynami. Mamy do wyboru kilkanaście postaci i kolorów, tak aby odróżniały się od siebie – nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby wybrać postacie w tych samych kolorach i tym samym utrudnić sobie nieco zabawę. Każda z postaci jest urocza i zabawna – mamy tu wąsatych panów z krawatem, człowieczka w stroju kurczaka, wrestlera czy też wikinga. Tak przynajmniej było jakiś czas temu, ostatnio bowiem twórcy ostro przetrzebili szeregi postaci, wprowadzając również nowe – mamy między innymi do wyboru Ricka albo Morty’ego!

Przed rozpoczęciem rozgrywki wybieramy planszę i ilość śmierci – ja preferowałam losowy wybór i nieskończoną ilość rozgrywek, tak, że po każdej śmierci znajdowałam się w nowym miejscu i mogłam wypróbować wszystkie areny. Jak można się domyślić, każda lokacja ma swoje zagrożenia. Przeciwnika można pokonać zrzucając go z wysokości (jeśli to w danym miejscu możliwe) albo poprzez umieszczenie go w śmiercionośnej, na przykład w kręcących się turbinach, lawie czy szatkownicy. Oczywiście inni gracze będą się nam aktywnie przeciwstawiali i próbowali uczynić to samo z nami, co we wtórze niezgrabnych animacji wychodzi szczególnie zabawnie.

Poruszanie się w grze jest celowo skomplikowane. Jednym przyciskiem uderzamy, innym podnosimy ręce, jeszcze innym chwytamy. Kombinacje tych ruchów dają nam zupełnie nowe rezultaty, na przykład łącząc chwytanie z unoszeniem rąk możemy podnieść przeciwnika za głowę (i potem wyrzucić go ze sterowca na pewną śmierć, na przykład). Jako, że przyciski mogą bardzo się mylić, szczególnie na początku, rozgrywka jest chaotyczna i popełnia się głupie (ale zabawne!) błędy. Problem w tym, że niektóre sytuacje są patowe – gdy przeciwnik uczepi się ciebie, w zasadzie nie jesteś w stanie nic zrobić, żeby się go pozbyć. Dlatego też w nowszej wersji twórcy wprowadzili mechanikę utraty przytomności – gdy parę razy przyłożysz wiszącemu na tobie, ten pada na ziemię i musi szybko wciskać określony przycisk, aby dojść do zmysłów. Nieszczególnie przypadło mi to rozwiązanie do gustu, gdyż psuje to płynność gry. Znacznie bardziej wolałam się szarpać ze znajomymi niż co chwilę podnosić się z ziemi.

Skoro już zaczęłam mówić o zmianach jakie wprowadzili, to warto wspomnieć też o tym, że lokacje wyglądają znacznie lepiej i jest ich większa różnorodność. Natomiast, tak jak wspomniałam, postaci do wyboru jest mniej i większość z nich nie bardzo do mnie przemawia – nawet Rick and Morty prezentują się średnio. Mam wrażenie, że mocną stroną poprzedniego zestawu postaci była ich dziwaczność i niezgrabność, której teraz trochę odjęto. Zam system walki również jest mniej niezdarny, co nie bardzo przypadło mi do gustu, bo wolałam szalony chaos jaki panował na początku istnienia projektu. System punktacji też ma swoje problemy – po każdym meczu pojawia się (bardzo długa) animacja przyznawania punktu, która i tak nic nie daje, bo punktacja się nie sumuje. Jest to strasznie sztuczne przedłużenie czasu do następnego meczu!

Nie są to jednak największe problemy Gang Beast. Zdecydowanie najgorzej prezentuje się obecnie multiplayer online. Można śmiało powiedzieć, że po prostu nie istnieje. Gdy w sobotni wieczór wraz z Pawłem i Maćkiem zasiedliśmy do gry, dostępnych graczy było zaledwie 140! Oczywiście z żadnym z nich nie udało nam się zagrać – połączenia się rwały, serwery nie odpowiadały, słowem – totalna plama. Dlatego też ostrzegam – póki co, kupując ten tytuł nastawcie się raczej na grę z kolegami na kanapie, bo na nie znajomych przez sieć nie macie co liczyć.

Jak widać, nie wszystkie zmiany wyszły Gang Beast na dobre. Nie napawa to nadzieją, zwłaszcza, że do premiery pozostał miesiąc – gra ma wyjść 29 sierpnia. Nie oznacza to jednak, że produkcja nie daje frajdy – jak najbardziej gra się świetnie i pozostaje mieć nadzieję, że twórcy dopracują w końcu multiplayer online, gdyż bardziej wycofani społecznie gracze raczej z tytułu nie skorzystają. Szokuje mnie jednak cena – za tak małą gierkę z na tyle dużymi problemami 30 euro to naprawdę majątek. Wydaje mi się, że cena rzędu 4,90 czy 9,90 euro byłaby bardziej adekwatna. Cóż, pozostaje mi polecić dodanie Gang Beast do listy życzeń i oczekiwanie na promocję!

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *