Gdzie jest Wally? Nie wiem, ale wiem gdzie znajdziemy Hidden Folks!

Gdzie jest Wally? Nie wiem, ale wiem gdzie znajdziemy Hidden Folks!

Pamiętacie jeszcze kultowy serial animowany oraz serię quizów dla dzieci z lat 90 minionego stulecia? Gdzie jest Wally? powraca! Tak chciałoby się krzyknąć, lecz dziś nie będę opowiadać Wam o chłopcu w pasiastym ubraniu, który krył się pomiędzy ludźmi, a o genialnej produkcji Adriaana Dejongha – Hidden Folks.

Jak już wspomniałem, ten genialny tytuł przywodzi na myśl starego, dobrego Wally’ego. Z dwóch głównych powodów – po pierwsze, design jest uderzająco podobny do rzeczonego serialu, po drugie, znów przyjdzie nam szukać pewnych postaci, ale nie tylko! O samej rozgrywce opowiem za chwilę. Tytuł został stworzony zaledwie przez garstkę ludzi związanych głównie z rysownictwem, a nie game designem. Jednak nie przeszkodziło to w stworzeniu tytułu, od którego nie mogłem się oderwać przez dobre cztery godziny. Zanim zapomnę o minusach Hidden Folks – rozgrywka jest stanowczo za krótka. Jedno posiedzenie wystarczyło na ukończenie gry w 100%. Mam nadzieję, że twórcy nie porzucą graczy i będą dodawać  kolejne  poziomy!

Zadaniem gracza w Hidden Folks jest odnajdywanie przeróżnych postaci i przedmiotów wśród gąszcza innych bohaterów i budynków. Jakby tego było mało, w grze zaimplementowane zostały dodatkowe utrudnienia w postaci interaktywnych obiektów, z którymi musimy się nieco pomęczyć. Mam tu na myśli otwieranie drzwi, przesuwanie autek, czy też przyspieszone uprawianie roślin. Dopiero po takich drobnych zabiegach będziemy mogli odnaleźć nasze zguby. Całe szczęście, z pomocą przychodzą nam opisy przedmiotów, które wyświetlą się po naciśnięciu szukanej rzeczy. Weźmy na  przykład Natalię, która co chwilę się przebiera. Odnalazłem ją dopiero po kilkukrotnym otwarciu i zamknięciu garażu! By ukończyć dany poziom nie zawsze trzeba odszukać wszystkie przedmioty. Dlatego jeśli nie macie siły już wytężać wzroku, znajdźcie te kilka obowiązkowych elementów i przejdźcie dalej!

Gdzie jest Wally? nie było aż tak trudne jak Hidden Folks z kolejnego powodu – Adriaan Dejongh zupełnie inaczej zaplanował paletę kolorów użytą podczas rysowania poziomów. Wszystko bowiem jest czarnobiałe. Nasze oczy mają więc dodatkowo utrudnione zadanie, gdyż czynnik podobieństwa kolorystycznego został całkowicie wyeliminowany. Ciężko przecież odróżnić czarne od czarnego i białe od białego, a nie raz w Hidden Folks będziemy musieli to robić!

Bardzo sympatycznie prezentuje się strona humorystyczna gry. Nie jest to łatwy wyczyn, zwłaszcza gdy tytuł jest tłumaczony na język polski, tym razem jednak się to udało. Każdy dowcip i nawiązanie nie brzmi jak gdyby było wyjęte wprost z Google Translate, lecz jak genialny żart jakiegoś polskiego komika. Pikachu ukryty w strefie Wi-Fi, Toyoti schowany w aucie, czy też elektryk Lauro M., któremu przeszkadzają ad-blockery – wszystko to tworzy unikalny, genialny klimat, dobrze korespondujący z ogólną koncepcją jaką prezentują nam twórcy.

Wydawałoby się, że to wszystko co można powiedzieć o tak mało skomplikowanej grze, jednak nic bardziej mylnego! Hidden Folks posiada również świetną oprawę dźwiękową, bardzo podobną do tej znanej nam już z serii Samorost (Kuby Dvoraka), z jedną niewielką różnicą. Praktycznie 90% odgłosów zostało nagranych z wykorzystaniem ludzkich ust. Każde trąbienie samochodu, dźwięk rozsuwania zasłon okiennych, czy też odgłosy wydawane przez małpy – wszystko to słyszymy dzięki człowiekowi z ogromnym talentem, Martinovi Kvale, który te wszystkie dźwięki imitował.

Jeśli lubicie zgadywanki lub macie akurat chwilę czasu by wytężyć nieco wzrok, to Hidden Folks bardzo przypadnie Wam do gustu. Cudna oprawa audiowizualna umilają zabawę, zwłaszcza jeśli przez dłuższy czas nie możecie nic znaleźć. Ja bawiłem się z Ukrytymi Ludziskami zaskakująco dobrze, choć nie myślałem, że jestem fanem tego typu produkcji. Dlatego nawet jeśli nie macie anielskiej cierpliwości do gier komputerowych, to dajcie Hidden Folks szansę, bo warto! Jedyne co może przeszkadzać na poważnie to stosunkowo wygórowana cena – na Steamie przyjdzie Wam zapłacić za tę produkcję 8 euro…

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *