Gorogoa – jak stworzyć grę logiczną, a zarazem małe dzieło sztuki

Gorogoa – jak stworzyć grę logiczną, a zarazem małe dzieło sztuki

Gry logiczne na ogół kojarzyły mi się z niezbyt porywającymi i odrobinę męczącymi tytułami. Owszem, warto czasem trochę potrenować własny mózg, ale szybko staje się to nużące, zwłaszcza, gdy produkcja opiera się na samych zagadkach, nie oferując przy tym żadnych nagród za nasze wysiłki, oprócz kolejnych wyzwań. Gorogoa jednak urzekła mnie już od pierwszej chwili niebanalną grafiką, zachęcające były też jej opisy, które sugerowały, że jest to nie tylko gra logiczna, ale też małe dzieło sztuki. W taki sposób dałam się wciągnąć w magiczny, barwny świat ilustrowanych puzzli. I muszę przyznać, że naprawdę było warto.

Już na wstępie muszę przyznać, że gra studia Buried Signal obudziła we mnie tę pasję do kombinowania, jaką miałam rozwiązując z babcią krzyżówki w dzieciństwie (może czasem upychałam po dwie litery w lukach, ale liczy się pomysłowość, prawda?). Wprawdzie forma krzyżówek już dawno temu mnie zadzwoniła, ale to co zaoferowała mi Gorogoa było kombinowaniem na zupełnie innym poziomie, a ponadto bez opcji frustracji czy znudzenia. Gra stawia przed nami planszę z czterema okienkami, po tej planszy możemy przesuwać okna, których ilość zmienia się wraz z rozwojem sytuacji. Niektóre okna nakładają się ze sobą bądź dopasowują do siebie, inne są kompletnie niezależne. Brzmi prosto, prawda? Ala gra do prostych nie należy, szczególnie pod względem koncepcyjnym

Gorogoa lubi się bawić w łamanie zasad i stosuje zaskakujące rozwiązania, które wymagają od gracza przerzucenia się na specyficzny sposób rozumowania. Na szczęście jednak zagadki nigdy nie są za trudne, a ilość możliwych do wykonania akcji jest zawsze na tyle ograniczona, że nawet jeśli czegoś nie wykombinujemy “na rozum” to w końcu uda nam się wyklikać jakąś drogę do rozwiązania, po odnalezieniu której wyrywa się z ust głośne “no taaaak”. Ogólnie rozgrywce, przynajmniej w moim wykonaniu, często towarzyszą liczne ochy i achy nad pomysłowością zagadek.

Sam sposób rozwiązywania zagadek ciężko nawet opisać, to po prostu trzeba zobaczyć. Początkowe założenie jest proste i jest nam komunikowane praktycznie bez słów: pomagamy chłopcu zdobyć 6 magicznych owoców ukrytych gdzieś w tym przedziwnym świecie aby złożyć ofiarę smokowi. Co w tym niezwykłego? Przede wszystkim, gra bawi się przestrzenią. Tutaj głośne oklaski należą się Jasonowi Robertsowi, który nie tylko zaprojektował zagadki, ale ręcznie stworzył do nich grafiki. Wszystko magicznie się ze sobą przeplata i oczarowuje. Brak tutaj jasnych wytłumaczeń, gra wymaga od nas przede wszystkim zaufania swojej intuicji.

Niesamowite w tym wszystkim jest to, w jaki sposób twórcom udało się stworzyć małe interaktywne dzieło sztuki bez popadania w pretensjonalność. Jest to po prostu kawałek eleganckiej, dopracowanej produkcji, która ma wartość artystyczną, ale i gameplay’ową – to przy tym wszystkim po prostu dobra gra. Nie jest za łatwo, ale i też nie beznadziejnie trudno. Ponadto, nic w Gorogoa nie jest powiedziane wprost, wszystko jest pozostawione interpretacji, poza samymi celami rozgrywki, które są jasne i wyraźnie nakreślone.

Z ręką na sercu polecam Gorogoa w zasadzie każdemu, kto lubi niebanalne gry. Jest to fantastyczny powiew świeżości w nieco już skostniałym gatunku puzzlerów. Produkcja jest piękna zarówno pod względem grafiki, jak i oprawy muzycznej, która stanowi jej integralną część. Czas rozgrywki może nie jest zbyt długi, ale cena również nie jest zaporowa. No i, tak jak wspominałam na początku, to po prostu małe dzieło sztuki.

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *