Heliborne, czyli powietrzna strzelanka z Wietnamem w tle

Heliborne, czyli powietrzna strzelanka z Wietnamem w tle

Gier umiejscowionych w latach 70 zdecydowanie nam przybywa. Jeszcze więcej znajdziemy tych, które poruszają problematykę Wojny w Wietnamie. Rodzi się więc pytanie, czy kolejne tego typu produkcje są nam w ogóle potrzebne? Mając to wszystko na uwadze, sprawdziłem dla Was najnowsze dzieło studia JetCat Games – Heliborne. 

Tytuł znajdował się w fazie Early Accessu ponad rok, zatem pewnie część z Was już się z nim zapoznała. Prócz tego, Heliborne pojawił się również na tegorocznych targach PGA jako część wystawy naszego rodzimego wydawcy Klabater. Podobno do ogrywania go ustawiały się niemałe kolejki ludzi, zatem już na wstępie mogłem wnioskować, że nie mam do czynienia z kompletnym szrotem. Pozostało mi więc jeszcze sprawdzić opinie na Steamie i samemu ustosunkować się do znalezionych w sieci komentarzy. Przed oficjalną premierą spokojnie znaleźlibyście kilkanaście niepokojących zdań dotyczących rozgrywki, lecz dziś (tekst powstawał w niedzielę 15.10) opinie graczy zarówno te ostatnie jak i ogólne są w większości pozytywne. Przepełniony optymizmem zasiadłem więc przed ekran komputera, założyłem słuchawki by zwiększyć immersję i ruszyłem do walki. 

Po odpaleniu gry powitał mnie niestety mało urodziwy ekran początkowy, w którym musimy wybrać serwer oraz język gry. Dopiero później dostajemy się do mocno rozbudowanego menu rozgrywki. Tu niestety zaczynają się minimalne schody – całość jest na tyle nieczytelna, że większość graczy będzie musiała zatrzymać się w tym miejscu by ogarnąć wszystko zanim zaczną właściwą zabawę. To tylko taka mała uwaga na wstępie, opowiedzmy sobie jednak czym tak naprawdę jest Heliborne. Otóż wydana 12 października gra jest połączeniem gry zręcznościowej, symulatora śmigłowca i strzelanki sieciowej. Innymi słowy coś na kształt World of Tanks tylko z helikopterami. Podkreślam jednak – COŚ NA KSZTAŁT! 

Heliborne nie jest nastawione na zarabianie dzięki modelowi F2P, gdyż w tym wypadku dostajemy pełnoprawny, pełnopłatny tytuł, a nie darmówkę w którą nie da się grać jeśli nie kupimy dodatkowych elementów za realne pieniądze. Tu liczy się tylko i wyłącznie współpraca z innymi graczami, taktyka i umiejętności. Owszem, nadal możemy tu bawić się w kosmetykę, za którą przyjdzie nam dopłacić kilka euro (dodatkowe skiny) ale jest to całkowicie opcjonalne. Sama rozgrywka nie została niczym zaśmiecona, więc uwierzcie mi – w Heliborne gra się naprawdę przyjemnie. 

Przejdźmy do tego co najważniejsze, czyli trybów rozgrywki. W produkcji studia JetCat Games znajdziemy ich co najmniej kilka – od kampanii dla jednego gracza, po wieloosobowe przejmowanie baz. Początkowo możecie zniechęcić się grając w misje solo, gdyż nawet na najniższym poziomie trudności zabawa jest dość wymagająca. Jednakże polecam właśnie ten tryb odpalić na starcie, by zapoznać się chociażby z podstawowym sterowaniem i zasadami rozgrywki. Niestety będziecie musieli zrobić to we własnym zakresie, gdyż twórcy nie pomyśleli o bardziej rozbudowanym, grywalnym tutorialu. Wszelką wiedzę na temat Heliborne znajdziecie w pisemnym samouczku, zamieszczonym w menu głównym. Postaram się jednak szybko omówić najważniejsze sprawy, byście mogli od razu wdrożyć się w manewry helikopterowe! 

Podobnie jak w Battlefieldzie, w Heliborne znajdziemy typowy dla shooterów sieciowych podział klasowy. Mamy więc helikoptery zwiadowcze, szturmowe oraz wsparcie. Pierwszy z wymienionych typów maszyn posiada niewielką ilość punktów życia, zadaje niewielkie obrażenia, lecz za to porusza się dużo szybciej, jest bardzo zwrotny i przede wszystkim pozwala na korzystanie z moździerzy. Opanowanie gry tym latającym ustrojstwem może przechylić szalę zwycięstwa na Waszą stronę, gdyż z tego co zauważyłem mało kto decyduje się grać tą klasą. Druga z wymienionych, to z kolei machina bojowa, przeznaczona do eliminacji jednostek zarówno powietrznych jak i lądowych. Według mnie jest to najłatwiejsza w obsłudze klasa, bazująca na dobrym balansie zwrotności, punktów życia i punktów obrażeń. Ostatnia grupa helikopterów, to maszyny pozwalające transportować sporą liczbę żołnierzy piechoty. Przydają się wtedy, kiedy reszta eskadry zajmuje się ostrzeliwaniem przeciwnika, a na lądzie jest akurat wolna baza do przejęcia. 

Tak jak wspominałem, w grze znajdziemy kilka trybów rozgrywki. Zajmijmy się teraz tymi online, gdyż to one stanowią clou programu. Najbardziej wciągającym jest chyba Frontline, czyli odpowiednik podboju z Battlefielda. Zadaniem gracza jest przejmowanie kolejnych baz, podczas gdy AI spawnuje konwoje, których zadaniem jest umocnienie jeszcze nie zdobytych fortyfikacji. Jeśli jednak nie macie zbyt wiele czasu, to polecam tryb Domination. Jest to swego rodzaju wariacja na temat klasycznego Capture The Flag, lecz tym razem nie my przejmujemy bazy, a nasze minionki w postaci żołnierzy przewożonych helikopterami. Naszym zadaniem jest więc dostarczanie ich do celu i bronienie przed wrogimi maszynami latającymi. Wygrywa ta drużyna, która jako pierwsza zajmie wszystkie cele. 

Heliborne posiada również bogaty tryb dostosowywania pojazdów. Dokładniej mówiąc, wybieramy w nich rodzaje uzbrojenia, powiększamy ilość przewożonych jednostek i innych szczególików. Oprócz tego, a może i przede wszystkim, w ręce gracza oddano ponad 50 rzeczywistych helikopterów z przeróżnych okresów czasowych, począwszy od lat 50 minionego stulecia, po współczesne maszyny. Jest to bez wątpienia gratka dla fanów historii, ale i laików, którzy w ten sposób mogą się tą pasją zarazić. Dla osób zupełnie nie zainteresowanych dokładnym odzwierciedleniem helikopterów, pozostaje nadal ciekawe odblokowywanie ich za punkty zdobyte podczas rozgrywki. Całe drzewko unlocków podzielone zostało na dwie frakcje – Sowieci i Stany Zjednoczone. Dodatkowo, poszczególne helikoptery przynależą do jeszcze mniejszych grupek, nazwanych Tierami. Jakie to ma dla nas znaczenie w trakcie rozgrywki? Otóż każda gra ogranicza wykorzystanie maszyn z poszczególnego Tieru. Jeśli więc chcemy dołączyć do danego serwera, musimy upewnić się czy mamy helikoptery pasujące do opisu rozgrywki. Jeśli nie, to niestety nie uda się nam dołączyć do gry. 

Wspomniałem też wcześniej o eskadrze, ale nie wytłumaczyłem czym dokładniej ona jest w Heliborne. W trakcie zabawy, mamy do wyboru trzy helikoptery należące do danej eskadry. Początkowo dostępne są dwie takie grupy – USSR i USA, wyposażone w najbardziej podstawowe machiny. Zdobywając punkty doświadczenia, odblokowujemy następne helikoptery (o czym dokładniej opowiedziałem nieco wyżej) a następnie możemy tworzyć z nich składy. Tym właśnie są eskadry. Nie jesteśmy więc ograniczani do zabawy ściśle przypisanymi, trzema klasami. To od nas zależy czy wyruszymy do walki z trzema helikopterami szturmowymi, czy może trzema zwiadowczymi. 

Przejdźmy teraz do oprawy audiowizualnej, gdyż tu robi się nieco nierówno. Z jednej strony mamy całkiem przyzwoitą grafikę, opartą o możliwości silnika Unity 5. Z drugiej jednak mamy tragiczne udźwiękowienie, które woła o pomstę do nieba. Muzyczka w trakcie walki jest monotonna, nudna i po prostu przeszkadza. Nie pomogło tu również stylizowanie jej na melodie kojarzące się z Wojną w Wietnamie. Ponadto, co jakiś czas nie wiedzieć czemu wszystkie dźwięki i muzyka same się wyciszały…Dlatego zamiast się wkurzać na devów, postanowiłem całkowicie wyłączyć dźwięk i puścić sobie w tle na Spotify playlistę Vietnam War Era Music. Od tego momentu wszystko stało się jeszcze bardziej soczyste, dlatego polecam zrobić dokładnie to samo. 

Podsumowanie

Heliborne to całkiem solidna pozycja, obok której nie można przejść obojętnie. Jeśli jesteście fanami F2P i raczej wolicie zmagać się z mechanizmami typowymi dla tego modelu, to raczej nie spodoba się Wam produkcja JetCat Games. W innym wypadku prawdopodobnie docenicie fakt, iż można jeszcze tworzyć pełnoprawne gry, nie zaśmiecone zbędnymi reklamami i duperelami. Dlatego właśnie szanuję devów za wszelkie decyzje poczynione w kierunku stworzenia płatnego shootera sieciowego, przy którym większość graczy będzie bawić się wyśmienicie.  

 

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *