Kingdom Come Deliverance – recenzja

Kingdom Come Deliverance – recenzja

Cierpimy obecnie na niedobór realistycznych gier RPG, zwłaszcza takich które miałyby rzeczywiste podłoże historyczne. W tę niszę w lutym próbował wcisnąć się Warhorse ze swoim Kingdom Come Deliverance. Ponad pięć lat Czesi starali się stworzyć pierwszoosobowego erpega pozbawionego magii i fantastyki. Czy w tym czasie udało im się dopracować absolutnie każdy element? Czy realizm „do bólu” to jest to, czego oczekujemy od współczesnych produkcji? Takie właśnie pytania rodziły się w mojej głowie w trakcie ogrywania Kingdom Come Deliverance…

Jeśli nie byliście na bieżąco z produkcją tej zacnej gry, to szybko Was wtajemniczę. Otóż Warhorse założone zostało przez weteranów game devu, w tym Daniela Vavrę, który miał okazję pracować przy tytułach takich jak Mafia: The City of Lost Heaven, Mafia II czy też Wings of War. W 2012 oficjalnie ogłoszono, iż debiut studia będzie tworzony na silniku CryEngine 3. Nieco później ujawniono całemu światu tytuł gry. W tym samym momencie pełną parą ruszył hype train, którego zdawało się nie być końca. Ludzie chwalili Czechów za genialne koncepcje, ale również za samą ideę przyświecającą devom – pierwszy od dawna realistyczny do bólu erpeg. Pierwsze techniczne alfy, jakie miałem przyjemność testować nie zwiastowały nic dobrego. Sam silnik nie gwarantował przecież cudownej grafiki i jeszcze lepszego działania. Powiem więcej – wczesne wersje oprócz błędów nie pokazywały wiele nowości – jedyne czego mogliśmy posmakować to namiastka systemu walki. Dlatego właśnie około 2016 odciąłem się całkowicie od informacji prasowych dotyczących KCD, by zbytnio się nie nakręcać. Chyba nie przeżyłbym kolejnego growego zawodu…

Nowa nadzieja

Nie będę owijał w bawełnę, Kingdom Come Deliverance jest swego rodzaju nową nadzieją dla leciwego gatunku erpegów. Wielu graczy porównuje dzieło Warhorse do kultowej serii Mount&Blade, jednakże nie są to gry bliźniacze. Jeśli mnie pamięć nie myli, to Kingdom Come Deliverance jest po prostu najrealistyczniejszą w historii gier komputerowych produkcją łączącą w sobie kilka gatunków. Mamy tu klasyczne elementy RPG, ale również ździebko symulacji. Oczywiście ten miks nie trafił do części graczy, jednak zdecydowana większość odbiorców stanęła w obronie produkcji. Mówię o tym na samym początku, byście mogli odnieść się również do słów, które padną za chwilę. Nie każdy bowiem lubi grać w tytuły, które zmuszają do myślenia o rzeczach, o których w każdej innej grze nie bierze się pod uwagę. Gdzie bowiem zastanawialibyście się czy rzucić się z mieczem na dwóch bandytów uzbrojonych w pałki? Tu jednak rzeczy mają się zupełnie inaczej.

Cześć, jestem Henry Kowalski!

Daniel Vavra postanowił w pełni zerwać ze schematami typowymi dla erpegów. Nie tylko mowa tu o oklepanych mechanikach, ale i o fabule. Przygotujcie się więc na spotkanie z bolesną rzeczywistością – w Kingdom Come Deliverance wcielamy się w syna kowala, a nie mocarnego herosa ratującego świat. Henry to taki nasz przeciętny Kowalski, zwykły chłopak z normalnym życiem. Mamy swoją wybrankę serca, kolegów, rodzinę. Nic specjalnego. Ot, spokojna, niemal sielankowa wieś. Niestety, wszystko zostaje przerwane przez nagły atak wojsk Zygmunta Luksemburskiego. Henry w jednej chwili traci wszystko – jedyne co ocalało to jego życie oraz honor. Honor, którego nasz nieborak postanawia za wszelką cenę bronić. Jak na tym wyjdzie? Tego oczywiście Wam nie powiem! 😉

Spotkania z historią

Czesi oprócz stworzenia oryginalnego erpega, postanowili pokazać całemu światu jak wyglądał jeden z ciekawszych okresów w historii ich kraju. Otóż tłem fabularnym dla przygód młodego Henry’ego jest najazd węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego na królestwo Czech. Cesarz Karol IV umiera, Imperium Rzymskie przechodzi we władanie jego syna Wacława IV, zwanego leniwym. Przydomek ten zyskał dzięki spędzaniu większości czasu na polowaniach i biesiadach, a nie rządzenie krajem. Szlachta naciskała na króla, by ten wreszcie zajął się dobrem narodu. Król nie zwracał na nich uwagi, dlatego wkrótce zwrócili się oni o pomoc do brata Wacława (Zygmunta Luksemburskiego). Ten z kolei pojmał prawowitego władcę a następnie zaczął plądrować większe osady na terenie Czech.

Od ogółu do szczegółu

Opierając wszystko na wydarzeniach historycznych, Warhorse zadbał również o najdrobniejsze szczególiki, smaczki, które budują obraz całości. Poziom symulacji jest niezwykle głęboki, co niesamowicie zwiększa immersję. Jeśli na ten przykład zostaniecie przyłapani na kradzieży, a nie będzie nas stać na zapłacenie kary, to będziecie musieli odsiedzieć kilka godzin w więzieniu. Innym, niezłym przykładem jest też opcja wyciągnięcia broni podczas walki na pięści. W każdej chwili możecie to zrobić, co wywoła strach u oponenta a czasem nawet natychmiastowe poddanie się i przeprosiny. Niby nic wielkiego, ale robi różnicę. Podobnie rzecz ma się z bardziej rozbudowanymi mechanikami takimi jak system reputacji, czy też system handlu, ale o tym wszystkim za chwilę.

Najbardziej realistyczna walka na miecze w historii gier

Wielu ekspertów w dziedzinie broni białej wypowiedziało się, iż Kingdom Come Deliverance póki co najlepiej odwzorowuje średniowieczne techniki walki. Jako, że ekspertem nie jestem, powiem jedynie że system ten jest cholernie trudny do opanowania, ale jeśli już się wam uda, to będziecie cieszyć się z każdego wyprowadzonego ciosu jak małe dziecko. Przeciwnicy (zwłaszcza w początkowej fazie gry) często są dużo lepiej wytrenowani od Henry’ego, znają techniki o jakich nasz młodzian w życiu nie słyszał. Dlatego nie olewajcie questów głównych, bo to właśnie one odblokowują nam opcję nauki nowych ruchów, takich jak szybkie parowanie czy wykonywanie uników. Ja oczywiście zrobiłem ten błąd i zaraz po otrzymaniu miecza zacząłem radośnie hasać po malowniczych polach Bohemii. Jak się domyślacie, sielanka zamieniła się w piekło po napotkaniu pierwszego bandyty… Mimo iż miałem przy sobie broń i tak nie byłem w stanie za dużo zdziałać. Czy taki zabieg irytuje? Mógłby, gdyby nie świetne wytłumaczenie devów – Henry nie był nigdy rycerzem, ani strażnikiem. Skąd więc miałby umieć wymachiwać orężem niczym wiedźmin? Co więcej, Henry nigdy nie będzie na tyle sprawny by, niczym Ezio lub Bayek, powalić na raz dziesięciu zbrojnych!

Podobnie rzecz ma się z łukiem. Jak pewnie się już domyśliliście, Henry nie był również mistrzem łucznictwa. Wszystkiego musimy się nauczyć, ale w wypadku broni dystansowej jest dużo, dużo trudniej. Używając mieczy i broni białej, na środku ekranu widoczny jest wskaźnik ułatwiający celowanie. Używając łuku, musimy liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Nie przejmujcie się więc jeśli chcąc ustrzelić zająca, zużyjecie cały zapas strzał.

Kiedy słowo jest najlepszą bronią…

Jeśli Henry nie radzi sobie z mieczem, to na pewno jest jakiś inny oręż, prawda? Oczywiście, dużo bardziej skuteczny – słowo. Rozmowa w Kingdom Come Deliverance jest równie ważna co walka, co rzuca się w oczy niemal od pierwszych minut rozgrywki. Devowie przygotowali bowiem rozbudowany system reputacji, wpływający bezpośrednio na rozmowy z NPC. Po pierwsze, Henry zdobywa punkty reputacji w miastach, wykonując zadania poboczne dla mieszkańców. Po drugie, postaci niegrywalne dzielą się na wysoko i nisko urodzone. Zależnie od posiadanych umiejętności, nasz bohater będzie mógł wybrać na którą grupę będzie mógł wpływać lepiej. Po trzecie, w trakcie dialogów często przyjdzie nam korzystać ze skillchecków, tym razem nieco innych – speech, charisma, strength.

Po krótce omówię dla Was każdy z wymienionych skilli, gdyż nie mają wiele wspólnego z tymi, które już znacie. Strentgh nie tylko wpływa na możliwość używania lepszych mieczy i zadawanie większych obrażeń, w systemie dialogowym umiejętność ta oznacza zupełnie coś innego. Jeśli bohater posiada wysoki poziom siły to może zastraszyć innego NPC. Charisma – tu rzecz ma się jeszcze ciekawiej, gdyż w tym wypadku liczy się przede wszystkim wygląd naszego bohatera. Jeśli będziemy chcieli pogadać z kimś wysoko urodzonym, to nie radzę zaczynać konwersacji nie umywszy się wcześniej. Oprócz zapachu, wpływ ma tu stan naszych ubrań oraz ich rodzaj. Ze speechem akurat Was nie zaskoczę, im większy poziom tym lepiej. Jednakże devowie zapewnili nas, że wysoki poziom skilla (wyższy od naszego rozmówcy) nie gwarantuje pozytywnego przejścia skillchecku. Wszystko jest zależne od naprawdę wielu zmiennych. Całkiem jak w prawdziwym życiu!

Jedz, pij, umieraj

Czas chyba najwyższy opowiedzieć o systemie jedzenia w Kingdom Come Deliverance, który odgrywa tu ogromną rolę. Henry odczuwa głód jak każdy normalny człowiek, dlatego nie możemy zignorować jego potrzeb. W przeciwnym wypadku możemy nawet umrzeć z głodu! Do śmierci prowadzi również poważne zatrucie pokarmowe. Z kolei tej przypadłości możemy nabawić się jedząc lekko popsute jedzenie. Warto więc uważać na to co wkładamy Henryemu do ust. Jeśli np. mamy przy sobie nadpsute produkty, zamiast jeść je na surowo lepiej wszystko wrzucić do gara i zagotować. Tak, w Kingdom Come Deliverance możemy również zabawić się w średniowiecznego kucharza!

Ascetyczne mapy średniowiecznej Bohemii

Po sieci krążą obecnie plotki i negatywne opinie dotyczące mapy świata gry. Recenzenci narzekają na niedokładne określanie kierunków oraz na znaczniki miejsc. Owszem, figurka reprezentująca naszą postać czasem potrafi zasłonić jakąś ważną informację, ale jeśli czegoś nie widzimy, wystarczy odejść od rzeczonej lokacji na kilka kroków i wszystko będziemy widzieć jak na dłoni. Niektórzy skarżyli się również na brak dokładnych znaczników celu misji. Jako przykład podam Wam misję, która mnie mocno zaskoczyła. Henry tropił akurat dwóch bandytów, którzy zaszyli się gdzieś w lesie. Po przesłuchaniu świadków dowiedzieliśmy się jedynie tyle, że do dawnego obozu rzezimieszków prowadzi stara, niemal zarośnięta ścieżka. Szybko więc sprawdziłem mapę, a tam pojawił się jedynie ogromny obszar do przeszukania. Pozostało mi więc albo znaleźć rzeczoną ścieżkę, albo przeczesywanie każdego kawałeczka lasu. Czy to przeszkadza? Wręcz przeciwnie – każda misja to prawdziwe wyzwanie! Na pochwałę zasługuje również sama stylizacja mapy na kunsztowne dzieło średniowiecznego kartografa. Wszystko to buduje genialny, niemal namacalny klimat, który aż wylewa się z ekranu!

Średniowieczny łowca słowików

Misje poboczne dostępne w grze są mocno zróżnicowane – twórcy oferują nam polowania na bandytów, wyścigi konne, ale również zdemaskowanie czarownic czy okradanie katów. Tego typu zadań jest naprawdę sporo, co więcej każde jest mocno rozbudowane. Siadając do gry nie łudźcie się więc, że przejdziecie szybciutko i bezboleśnie 10-20 questów. Pierwszego side questa przechodziłem chyba z godzinę, ginąc, przegrywając, szukając. Czy zniechęciło mnie to po 5 minutach? Oczywiście, że nie! Po otrzymaniu pierwszej nagrody czułem się dumny niczym paw. Co chwilę chwaliłem się mojej dziewczynie: „PATRZ, W KOŃCU MI SIĘ UDAŁO!!”. Pisząc tę recenzję jestem w trakcie wykonywania jeszcze ciekawszej misji – otóż pewien leśniczy poprosił mnie, bym złapał dla niego kilka słowików. Rozochocony wizją soczystej nagrody, wziąłem od faceta trzy klatki i ruszyłem w stronę znacznika. Gdy doszedłem na miejsce, zdałem sobie sprawę, że muszę złapać odpowiednie ptaki selekcjonując je na podstawie śpiewu. Dlatego jak tylko skończę tekst, wracam do Kingdom Come Deliverance by dalej bawić się w ornitologa!

Łyżka dziegciu beczkę miodu zepsuje…

Recenzja, którą czytacie, może wydać się Wam niezwykle optymistyczna. Do tej pory praktycznie cały czas zachwycałem się nietuzinkowymi rozwiązaniami, ciekawymi pomysłami oraz głębią dzieła Czechów. Pora więc wspomnieć o minusach, które mogą zepsuć całą przyjemność z rozgrywki. Chodzi mi tu o optymalizację oraz błędy. Wielu recenzentów, włącznie ze mną, skarżyło się na działanie gry również na mocniejszym sprzęcie. Z racji tego, że mój sprzęt już swoje lata świetności ma za sobą, nie będę w tym miejscu krzyczał: „Optymalizacja tragiczna, nie działa mi na najwyższych ustawieniach”. Jeśli nie czytaliście żadnych moich tekstów, to szybko przypomnę konfigurację: GTX 970 OC, i5-4690K oraz 8GB RAMu. Większość współczesnych produkcji trzyma mi te 60FPSów przy rozdzielczości FullHD. Z Kingdom Come Deliverance jest nieco inaczej – gra lubi po prostu gubić klatki w miastach, nie doładowuje na czas tekstur. Nie załamywałem się, obniżyłem ustawienia o poziom niżej niż najwyższe i już cieszyłem się 30-60FPSami. Z benchmarków wynika jednak, że produkcja ma problemy nawet na mocniejszych maszynach (GTX 1080). Możliwe, że twórcy coś z tym jeszcze zrobią, ale póki co jeśli nie posiadacie dobrego sprzętu, to niestety nie macie co kupować tej produkcji.

Błędów jest tu równie dużo co elementów budujących klimat rozgrywki. Na całe szczęście ja doświadczyłem zaledwie kilku, ale cały Internet aż huczy na ten temat. Zapętlanie lektora w trakcie dialogów to chyba jeden z lżejszych, które udało mi się wyłapać. Problemem był natomiast błąd w trakcie walki z Janem Ptaszkiem. Była ona o tyle ważna, że w nagrodę mogliśmy otrzymać całkiem przyzwoity łuk. Dlatego mocno się zdenerwowałem, gdy Ptaszek podniósł miecz do góry i nigdy go nie opuszczając zadawał mi kolejne obrażenia…Restart gry nie pomógł, dlatego byłem zmuszony załadować dużo wcześniejszy zapis rozgrywki.

A propos zapisów, to i tu gracze zostali podzieleni. Jedni zachwycali się surowym podejściem Warhorse do opcji zapisu rozgrywki, a drudzy rzucili się na fora z hejtem. Z kolei trzeci skrzętnie wykorzystali sytuację i napisali chyba najpopularniejszego moda do gry. Chodzi mi tu oczywiście o brak możliwości zapisywania gry w dowolnym momencie. Henry może zapisać stan gry jedynie gdy posiada przy sobie Zbawiennego Sznapsa, którego cena w grze zwala z nóg. W ten sposób twórcy chcieli zmusić graczy, by kontynuowali rozgrywkę z podjętymi decyzjami, niezależnie czy były one dobre, czy złe. Oczywiście w kluczowych momentach gra sama dokonuje zapisu, lecz takich chwil jest naprawdę niewiele. Devowie po pewnym czasie ugięli się i ogłosili, że wprowadzą pewne usprawnienie. Otóż, od następnego update’u jeśli będziemy chcieli wyjść z gry, to będziemy mogli to zrobić bez obaw o utratę postępu. Kiedy wczytamy taki zapis, gra automatycznie go usunie, byśmy nie wykorzystywali tego do naprawiania złych wyborów Henry’ego. Jeśli i to Wam nie wystarcza, to śmiało instalujcie moda umożliwiającego dokonanie zapisu ręcznego bez zużywania Sznapsa!

Podsumowanie

Kingdom Come Deliverance to produkcja stojąca na cienkiej linii dzielącej mistrzostwo od totalnego crapu. Z jednej strony mamy przecież mechaniki, jakich jeszcze w RPGu nie widzieliśmy, z drugiej mamy festiwal błędów i słabej optymalizacji. Warhorse niedawno przyznało się, że wydawca naciskał na przyspieszenie wypuszczenia tytułu na rynek, co tłumaczyłoby widoczne gołym okiem niedociągnięcia. Póki co muszę dać tej niesamowitej produkcji jedynie 8,5/10. „Jedynie”, gdyż według mnie Kingdom Come mogłoby pretendować o tytuł gry roku gdyby nie problemy techniczne. Wszystko więc w rękach twórców, jeśli kolejne updaty naprawią większość błędów, to wtedy poinformuję Was o zmianie mojej oceny na pełną 10!

 

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *