Marie’s Room – historia w czterech ścianach

Marie’s Room – historia w czterech ścianach

Gra rozgrywająca się w całości w jednym pokoju dla większości osób z pewnością nie brzmi zbyt interesująco. W końcu, ile fabuły można wepchnąć w cztery ściany, dodatkowo gdy chodzi tutaj po prostu o opuszczony pokój nastolatki. A jednak, Kenny Guillaume i Dagmar Blommaert rewelacyjnie poradzili sobie z tym wyzwaniem – uczynili z Marie’s Room katalizator fascynującej historii i to bez wykorzystania ani jednego NPCa. I w dodatku za darmo!

W grze wcielamy się w Lauren (swoją drogą, imienniczkę swojej aktorki głosowej), która po latach wraca do domu przyjaciółki, Marie, aby odzyskać jej dziennik. Gdy tylko jednak wkracza do pokoju gdzie powinien znajdować się poszukiwany przedmiot, atakują ją wspomnienia. Otoczenie się zmienia, i nagle dziewczyna widzi otoczenie tak jak wyglądało przed laty, gdy Marie wciąż tam mieszkała. Pokój wypełnia się ciepłym, światłem oraz meblami i przeróżnymi bibelotami. Przy wejściu stoi duże, przytulne łóżko, na którym leży dziennik, póki co pusty.

Szybko odkrywamy, że dziennik wypełnia się wspomnieniami Marie w miarę, jak odnajdujemy kolejne interesujące przedmioty w jej pokoju. Zaczyna się niewinnie: przyglądając się obierkom pomarańczy leżącym na łóżku dowiadujemy się, że dziewczyny spędzały razem wakacje. Kolejne przedmioty pomagają nam odkryć historię ich przyjaźni, relację jaka ich łączyła, problemy, które przeżywały oraz dramatyczna wydarzenia, które stały się ich udziałem. Przy okazji poszukujemy również wskazówek, które pomogą nam odblokować komputer Marie oraz otworzyć niepokojącą skrzynkę z kłódką leżącą pod szafką nocną.

Pomimo, że gra nosi tytuł Marie’s Room to najbardziej interesującą postacią w grze wydawała mi się Lauren, nasza narratorka. Bardzo ciekawe skonstruowany charakter i motywacje czyniły ją bardzo przekonującą i niejednoznaczną – miała swój spory bagaż nieprzemyślanych decyzji i problemów, a największym z nich był jej eks-chłopak. Marie natomiast to typowa “dobra dziewczyna”, marzycielka, dobrze się ucząca, pracująca “banku jedzenia” (gdzie poznała swoją przyjaciółkę). Można się spodziewać, że relacja między osobami o tak różnych charakterach była trudna i specyficzna, co twórcy świetnie przedstawili/

Produkcja nie należy do długich – przejście jej zajęło mi półtora godziny spokojniej rozgrywki. Nie jest jednak nudna ani banalna: pokój jest wypełniony po brzegi wskazówkami na temat przeszłości dziewczyn i nie każda z nich jest oczywista i łatwa do wypatrzenia. Liczą się nawet najmniejsze szczegóły, takie jak, spoiler alert, butelka po piwie. Marie’s Room oferuje nam wojerystyczną przyjemność bezkarnego szperania w cudzych rzeczach i możliwości poznania tej osoby bez żadnego spotkania z nią – tak jak wspominałam na początku, w grze nie pojawiają się żadne postacie (nie licząc końcowej cut-scenki, ale w zasadzie tam też nie było postaci per se, jak się sami możecie przekonać).

Klimat świetnie budowała również muzyka autorstwa Dries Vienne i Simona Aleksandra – chociaż mogłoby być trochę bardziej zróżnicowana, gdyż pod koniec gry już trochę nużyła. Pod względem oprawy dźwiękowej denerwowały też “eksplodujące głoski”, które słychać było w wypowiedziach Lauren i które wyraźnie świadczyły o dość nieumiejętnej obróbce nagrań. Sama aktorka jednak nadrabiała swoimi umiejętnościami, sprawiając, że wypowiedzi mimo wszystko brzmiały naturalnie.

Zresztą, nie mam serca zanadto się czepiać, gdyż mimo wszystko gra nic nie kosztuje, co dosyć mnie dziwi, gdyż sama nie pożałowałabym na nią kilku euro. Jest krótka i nieskomplikowana, ale bardzo dopracowana i ambitna. Polecam jednak przejść ją podczas jednego posiedzenia, aby Wasze doświadczenie gry było pełne. Poruszająca historia przyjaźni upakowana w jeden wyjątkowy pokój, a w dodatku za darmo – łapcie czym prędzej!

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

78 thoughts on “Marie’s Room – historia w czterech ścianach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *