Orwell: Ignorance is Strength Akt 1 – co tu w zasadzie recenzować…

Orwell: Ignorance is Strength Akt 1 – co tu w zasadzie recenzować…


W czwartek spotkała mnie bardzo przyjemna niespodzianka – wchodząc na Steama, aby pograć trochę w Opowieści z Nyanii dostałam powiadomienie, że oto jest już dostępny sequel Orwella! Dla niezaznajomionych, Orwell to gra, w której wcielamy się w pracownika tajnej rządowej jednostki, gdzie za pomocą tytułowego oprogramowania szpiegowskiego możemy przeglądać aktywność internetową osób podejrzanych o działania przeciwko Narodowi, jak również ich prywatne wiadomości, rozmowy telefoniczne, e-maile i dokumenty. Na podstawie tego, zbieramy informacje o podejrzanych i wrzucamy je do systemu. To od nas zależy czy dana osoba będzie aresztowana czy też uniknie kary. Pierwsza część wciągnęła mnie bez reszty, także od razu rzuciłam się na nową odsłonę!

Niestety, ta recenzja będzie krótka, tak samo jak Orwell: Ignorance is Strength, który okazał się być jedynie pierwszym aktem serii, twórcy bowiem zdecydowali się wydawać sequel w częściach. Mało to na celu, jak sami piszą na stronie sklepu, budowanie suspensu i wzniecenie zażyłych dyskusji pośród graczy, którzy będą snuli teorie i domysły na temat tego co wydarzy się dalej. No cóż… Po akcie pierwszym niewiele będzie z tego dyskutowania, bo gra jest króciutka (nie trwa nawet godziny!) i w zasadzie nie zostawia nas ze zbyt wieloma pytaniami i domysłami – ot, krótka historyjka, która ma być wstępem do czegoś dłuższego. Akcja nadal toczy się w Narodzie, a wojna z Pargią wciąż trwa i nie ma się ku końcowi. Naszym celem jest zinfiltrowanie zaginionego żołnierza-agenta Narodu oraz Rabana Vharta, autora Głosu Ludu i bojownika o wolność, który mu groził śmiercią.
Dla tych, który już grali w Orwella to może być pewne zaskoczenie – jak to? Infiltrujemy tylko dwie osoby? Przecież cała zabawa była w tym, że podejrzanych było wielu i sztuka polegała na tym, żeby zdecydować, kto rzeczywiście jest winny. Tutaj tego dylematu póki co nie ma – jedyne wątpliwości możemy mieć najwyżej co do lojalności naszego agenta. Oczywiście, przewija się też kilka innych osób, ale jest ich mało i są niewiele znaczące – nie dostają nawet swojego zdjęcia profilowego.

Odnośnie zdjęć profilowych podejrzanych to skończyły się już czasy radosnego zmieniania “profilówek” infiltrowanych, jak tylko jakieś zdjęcie spodoba się nam bardziej – teraz każda informacja wrzucona do systemu jest przetwarzana przez dziesięć growych minut (w praktyce jest to oczywiście kilka sekund), a czasu mamy ograniczoną ilość. Ponadto, wiele rozmów telefonicznych dzieje się o konkretnej godzinie, i gdy za długo będziemy zwlekać, możemy przegapić ten moment. Dlatego też dużo tym razem dłużej zastanawiałam się przed wrzuceniem jakiejkolwiek danej do Orwella. Zaskutowało to tym, że niektórych ważnych informacji po prostu nie zdążyłam wrzucić. Mimo to, nowy system jest bardzo w porządku i dodaje smaczku rozgrywce, chociaż czasami naprawdę miałam problem ocenić przydatność informacji.
Miłą odmianą był voice over do rozmów telefonicznych. Teraz oprócz zapisu samej rozmowy, mogliśmy również jej posłuchać! W poprzedniej części trochę przeszkadzało to, że rozmowa telefoniczna w zasadzie niewiele różniła się od, dajmy na to, rozmowy na czacie. Chociaż aktorzy nie są może z najwyższej półki, to i tak muszę przyznać, że bardzo pomagało to we wczuciu się w sytuację i dawało realne poczucie “podsłuchiwania”.

Wśród mechanik mieliśmy standardowo Readera, czyli przeglądanie artykułów, blogów, baz danych i innych dostępnych w Internecie źródeł; Listenera, czyli podglądanie i podsłuchiwanie rozmów i maili; oraz Insidera, czyli przeglądanie urządzeń podejrzanego (telefonów, komputerów). Zauważyłam też jednak nową zakładkę – Influencer – ale niestety akt pierwszy nie daje nam możliwości wypróbowania tej mechaniki (nie pojawia się również na grafikach w press kitach). Szkoda, bo mogłoby to wnieść coś świeżego do rozgrywki. Póki co, większych nowości pod tym względem nie doświadczymy.
Jeśli chcecie rozpocząć waszą przygodę z Orwellem od najnowszej odsłony to zdecydowanie polecam wstrzymać się, aż dostępne będą wszystkie akty. W chwili obecnej ciężko nawet stwierdzić, czy produkcja jest dobra. Dostajemy miko-giereczkę, która nie trwa nawet godziny, podejrzanych jest niewiele i nawet nie mamy dostępu do wszystkich mechanik. Dlatego też z recenzją kolejnych aktów wstrzymam się, aż będę miała możliwość zagrać we wszystkie i wtedy dopiero wydam swoją ocenę na temat Orwell: Ignorance is Strength. W tym momencie nie bardzo jest co oceniać.

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *