Piach, pył i łzy, czyli recenzja gry Dirt 4

Piach, pył i łzy, czyli recenzja gry Dirt 4

Żwir, piach i pył unoszące się za samochodem to coś, co ucieszy każdego fana rajdów samochodowych. Bawiło to w Dirt, Dirt 2, Dirt 3, Dirt Showdown, ale przede wszystkim Dirt Rally. Ostatni z wymienionych tytułów w pewien sposób wyznaczył standard w gatunku gier wyścigowych. Dlaczego więc poprawiać coś, co jest bliskie ideałowi? Czy Dirt 4 trzyma poziom poprzednich części?

Brytyjscy deweloperzy specjalizują się w wyżej wymienionym gatunku – seria Collin McRea Rally rozpoczęła przecież kolejne odsłony słynnego „Brudu”. Od roku 2000, Codemasters zapewnia graczom symulacje rajdów WRC, jak również i innych klas, w najwyższej jakości. Zaskakujące dla mnie było wypuszczenie do Steam Early Access ich poprzedniej produkcji – Dirt Rally. Zwykle firma nie posuwała się do takich zabiegów marketingowych, jednak, jak czas pokazał, była to dobra decyzja. Gracze wspierali rozwój tytułu przez prawie rok, w zamian otrzymując coraz lepsze trasy a nawet tryby gry. Dirt Rally w pewien sposób zdefiniował gatunek na nowo. Nie każdy casualowy gracz mógł zasiąść do tego dzieła w niedzielne popołudnie! Każda sekunda w Dirt Rally była wyzwaniem, a każdy choćby najmniejszy błąd był surowo karany. Być może to było powodem stworzenia kolejnej odsłony serii…

Dirt 4 mocno odbiega od swego poprzednika, oferując nam rozgrywkę zbliżoną do tej znanej nam już z Dirt 3. Chodzi mi tu przede wszystkim o obniżenie progu wejścia na tyle nisko by każdy z chęcią wracał do gry. Już na samym początku rozgrywki zostajemy zapytani jaki model sterowania chcemy wybrać. Na całe szczęście wybór ten nie jest wiążący i w każdej chwili możecie wszystko zmienić, dlatego na początek fanom serii polecam wybranie bardziej realistycznego prowadzenia pojazdów. Jeśli chodzi o ten bardziej arcade’owy, to również nie wypada najgorzej. Owszem, samochód bardziej „klei” się podłoża, lecz nadal z łatwością możemy zaliczyć gruby poślizg albo nawet spektakularne “dzwony”, podobne do tych z Burnout Paradise!

Osobiście nie lubię grzebać przy super dokładnych ustawieniach auta, gdyż zupełnie nie widzę w tym sensu. Dziesiątki suwaczków, które może delikatnie wpływają na prowadzenie pojazdu – to nie dla mnie. Wiem jednak, że wśród moich znajomych z pewnością znalazłaby się co najmniej jedna osoba, która powiedziałaby że w tej chwili bluźnię, lecz czy chciałoby się Wam grzebać przy dyferencjale, sile hamowania, prześwicie czy innych duperelach? Ogólnie rzecz ujmując – Dirt 4 nadal może być całkiem zgrabnym symulatorem, ale nikt nam tego nie narzuca odgórnie. Chcecie udawać profesjonalistę? Proszę bardzo! A może po prostu chcecie zabić czas? I tak można!

Porozmawiajmy teraz o nowościach, których dotychczas nie mieliśmy okazji spotkać w żadnej odsłonie serii od Codemasters. Przede wszystkim chciałbym tu wyróżnić tryb kariery, która poszerzona została o elementy zarządzania własnym zespołem. Od teraz przejmujemy się nie tylko przejazdem na trasie, ale i całym gronem ludzi stojącym za naszym samochodem i marką. Jak to zrobić? Wystarczy zakupić swój pierwszy wehikuł i przejść do kreatora, który umożliwi nam stworzenie praktycznie całej firmy od zera. Poczynając od wybrania kolorów i logo, przez podpisanie kontraktów ze sponsorami, aż po zatrudnianie inżynierów, PRowców i innych specjalistów, którzy pomogą nam się rozwijać. Co ciekawe, gra nie wrzuca nam od razu wszystkiego pod nos i nie mówi: „Zobacz co mamy dla ciebie, teraz wystarczy, że zarobisz odpowiednią ilość pieniędzy”! Upgrade’ów dokonujemy poprzez mozolną pracę, rozbudowę budynków firmy i zbieranie doświadczenia.

Czy takie urozmaicenie ma sens w klasycznej „ścigałce”? Tu docieramy do kwestii spornej, gdyż w sieci znajdziecie wiele głosów mówiących, iż jest to czysty bezsens. Nie do końca się z nimi zgadzam, lecz jedno jest pewne – ten element raczej nie przyciąga uwagi w trakcie dokonywaniu progresu. Wolałem skupić się na dobrych przejazdach niż co chwilę wchodzić do kreatora i sprawdzać, czy mogę zatrudnić lepszego mechanika. Dlatego jeśli miałbym nieśmiało wskazać, co jest tu zbędne to pewnie wytknąłbym właśnie ten element gry.

Co jeszcze nowego znajdziemy w Dirt 4? O tym chyba powinienem wspomnieć wcześniej, gdyż według mnie jest to element rewolucyjny – generator tras. Kiedy znudzi się Wam tryb kariery i pomyślicie, że znacie już absolutnie każdą drogę na pamięć, to odpalcie sobie tryb swobodnej jazdy. Tam za pomocą zaledwie dwóch suwaków możemy wygenerować proceduralnie trasy, które nigdy się nie powtórzą. Zabawy jest z tym co nie miara, dlatego bardzo zachęcam Was do przyjrzenia się temu mechanizmowi. Ciekawe, czy inni przedstawiciele tego gatunku gier również zaimplementują w swoich produkcjach takie rozwiązanie…

W „czwórce” nie zabrakło również wyścigów typu Rallycross oraz dwóch nowych trybów – Landrush i Akademia Dirt. Ten pierwszy to pewnego rodzaju odmiana wspomnianego Rallycrossa, stajemy ramię w ramię z innymi uczestnikami, lecz tym razem wsiadamy do aut typu buggy, trucks i crosscarts. Mnie osobiście nie wciągnęła zabawa w błocie, ale za to drugi z wymienionych trybów już tak. Akademia umożliwia nam wybranie dowolnego samochodu i swobodne jeżdżenie po terenie opuszczonej fabryki. W trakcie tych „wygłupów” możemy również potrenować sobie technikę jazdy dzięki scenariuszom dostępnym w menu. Powiem jednak szczerze, że raczej używałem tego trybu do testowania kolejnych aut, które w przyszłości zamierzałem zakupić niż do nauki jazdy…

Również i tym razem Codemasters zadbali o tryb wieloosobowy, dzięki któremu będziemy mogli brać udział w przeróżnych zawodach i wyzwaniach online. Mamy więc codzienne wyzwania dobowe, trwające non-stop rankedy, comiesięczne mistrzostwa oraz cotygodniowe wydarzenia, podczas których możemy nieźle się obłowić! Jeśli więc znudzi się Wam samotna rozgrywka offline, to warto spróbować się z innymi, prawdziwymi graczami z całego świata!

Czas przejść do rzeczy niemal najważniejszej – oprawa audiowizualna. Tu Dirt 4 zaskakuje swoją nierównością. Z jednej strony mamy do czynienia z dość leciwym silnikiem graficznym, na którym stała również poprzednia odsłona serii. Z drugiej jednak, po raz pierwszy doświadczymy tak spektakularnego soundtracku. W repertuarze znajdziemy chociażby hity takie jak Pompeii od Bastille, czy Tick Tick Boom od The Hives. Nie ma nic przyjemniejszego od dobrze udźwiękowionej gry sportowej, uwierzcie mi. NBA 2K jest tego chyba najlepszym przykładem – odpowiedni soundtrack potrafi przyćmić inne niedociągnięcia. Jeśli chodzi o efekty dźwiękowe – odgłosy silnika, wystrzeliwujących spod kół kamieni, to również mówimy tu o górnej półce. Aż miło wejść w drift na szutrze, by tylko usłyszeć ten ryk maszyny połączony ze szmerem uciekającego piachu!

Podsumowując, Dirt 4 może nie zdetronizuje swojego poprzednika, ale powoli wyznacza kierunek rozwoju dla następnych części. Generator tras, świetny soundtrack, team management, to tylko niektóre nowości, jakie „Mistrzom Kodu” udało się wprowadzić. Miejmy nadzieję, że devowie nadal będą rozwijać wypuszczoną już na rynek produkcję i co jakiś czas zaskoczą nas jakąś dodatkową, darmową zawartością. Jeśli miałbym ocenić Dirt 4 w skali od 1 do 10, to przyznałbym mu solidną dziewiątkę!

 

Paweł Wysowski

Od niedawna twórca treści wideo w Polygamia.pl. W przerwie między graniem w tytuły AAA i czytaniem książek mistrza horrorów (Stephena Kinga), ogrywa mniejsze, niezależne tytuły. Fan wszelkiego rodzaju roguelike’ów oraz gier obarczonych ciężkimi wyborami moralnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *