Spider-Man, czyli bujaj się!

Spider-Man, czyli bujaj się!

Ooo tak, Spider-Man! Internet ostatnio dał się porwać szałowi śmigania przez Nowy Jork na pajęczych sieciach. Jako świeżo upieczona nabywczyni PS4, od razu zdecydowałam się skorzystać z mojej nowej, długo wyczekiwanej supermocy grania w plejowe ekskluziwy i ruszyłam do Media Markt czy innego Euro żeby się zaopatrzyć we własny egzemplarz gry studia Insomniac. Wprawdzie dni jarania się Marvelem mam już troszkę za sobą, ale uznałam, że Internetowy hive mind nie może się przecież jarać byle czym i coś w tej produkcji musi być.

Mimo wszystko, zasiadając do Spider-Mana po raz pierwszy byłam ustosunkowana dosyć sceptycznie. Wprawdzie ostatni ograny przez mnie tytuł z Człowiekiem-Pająkiem wspominam dość rzewnie, ale na pewno nie był to materiał na grę roku, delikatnie rzecz ujmując. Spodziewałam się dość dobrej produkcji, ale nie oczekiwałam takiej, która wciągnie mnie bez reszty w pierwsze pół godziny, i to nie z powodów, dla których na ogół wkręcam się w gry.

Jak już kilkakrotnie wspominałam w moich recenzjach, jestem graczem bardzo “fabularnym”: warstwa narracyjna jest pierwszą rzecz na jaką zwracam uwagę i jestem w stanie wiele wybaczyć produkcji jeśli urzeknie mnie bohaterami czy historią. W nowym Spider-Manie bawiałam się dość oklepanych pajęczych historii, które zaserwowano mi już po wielokroć na różne sposoby. Trzeba jednak przyznać, że devovie całkiem zgrabnie poradzili sobie z odświeżeniem znanych nam postaci i motywów, budując przy tym tym całkiem zgrabną fabułę.

Na szczególną uwagę zasługują tu dialogi, które w przypadku Spidey’a są sprawą niełatwą, gdyż kanonowo jest on typowym śmieszkującym millenialsem, a twórcy gier już wielokrotnie udowodnili, że pisanie rozmów między młodymi bohaterami potrafi sprawiać nie lada trudności (Patrzę was, Dontnot!). Tutaj należy się jednak solidny żółwik writerom z Insomniac, gdyż żadna z wypowiedzi Petera nie przyprawiła mnie o dreszcz zażenowania (a przynajmniej nie z niewłaściwych powodów). Jest świeżo i aktualnie, ale bez zbytniego slangowania i nadużywania terminów ze świata internetów. Dodatkowo, w grze mamy dostęp do fejkowego feeda na platformie społecznościowej na kształt Twittera, gdzie wypowiadają się mieszkańcy Nowego Jorku. Fikcyjne Tweetyto wberw pozorom nie taka łatwa sprawa d napisania, ale i one wyszły całkiem naturalnie i szczerze mówiąc często tam zaglądałam aby zobaczyć reakcje mieszkańców mój nowy strój, bądź na fakt że rozgromiłam kolejną szajkę złoczyńów w okolicy. Albo po prostu żeby zobaczyć co tam u nich słychać!

To nie fabuła ani dialogi sprawiły jednak, że tak wkręciłam się w nowego Spidey’a. Jedną z najlepszych cech tej produkcji jest świetnie zrobiony sandbox jakim jest wewnątrzgrowy Nowy Jork. Po piewsze, mamy poczucie, że to miasto naprawde żyje – możemy zaglądać ludziom w okna łażąc po ścianie, możemy przybić piątkę albo zaliczyć niezręcznego przytulasa z fanami przechadzając się po ulicy, a możemy też natknąć się co jakiś czas na rabunek czy też pościg. Co chwilę coś się dzieje, cały czas jest co robić i szczerze mówiąc dawno nie grałam w grę, która tak bardzo odciągałaby mnie od głównych misji (chociaż, co tu są oszukiwać, główne misje są zawsze drugoplanowe 😉 ).

Najbardziej satysfakcjonującym elementem rozgrywki jest jednak system walki. Począwszy od rewelacyjnie dopracowanych animacji, po niezwykle zróżnicowany i i intuicyjny system ataków – wszystko to stoi na najwyższym poziomie. Możliwości zdejmowania przeciwników mamy całą masę, szczególnie w późniejszych etapach gry, do tego wszystkie wygodnie zmapowane, aż ciężko zdecydować się w jaki sposób podejść do kolejnego wroga. Możemy wykorzystać szereg różnych rodzajów sieci, robotów, przeszkadzajek, do tego ataki z ukrycia, ataki powietrzne, ze ściany, rzucanie wolno stojącymi przedmiotami oraz jednorazowe natychmiastowe nokauty. Wraz z progresją odblokowujemy kolejne stroje, jak również i kolejne gadżety i skille na drzewkach umiejętności. Do tych ostatnich mam pewne zarzuty, gdyż miały według mnie trochę za mały wpływ na rozgrywkę. Niewiele było umiejętności, na których widok powiedziałabym “Łał! Muszę to koniecznie odblokować.” To jednak jest dość mały problem, gdyż walka i tak była świetnie zrobiona.

Dodatkowo samo poruszanie się po metropolii jest po prostu epickie. Wyskoki, salta, parkour, przyśpieszenia, do tego możliwość robienia trików w powietrzu za dodatkowego expa – wszystko idealnie składało się na płynny flow przez miasto. Do tego dochodzi typowo Marvelowa muzyka, która rozlegała się za każdym razem gdy rozwijałam sieć by trochę się pobujać po okolicy – po prostu miodzio.W zasadzie prawie w ogóle nie używałam fast travela, bo droga do celu sama w sobie była przyjemnością. Trochę tylko denerwował mnie fakt, że niezależnie od tego z jakiej wysokości skoczyłam, Spidey zawsze lądował na ziemi w idealnym przykucu nawet jeśli śmiech w jej kierunku głową w dół z samego szczytu Stark Tower. Podejrzewam, że miało to na celu podtrzymywanie flow (w końcu denerwujące byłoby, gdyby nasz Pajączek co chwilę rozpłaszczał się o beton), jednak psuło to poczucie ryzykanckiego śmigania na wysokościach.

Tak jak wspomniałam na początku, na ogół angażuję się w grę poprzez bohaterów i wydarzenia, tutaj jednak wkręcił mnie cudowny, sandboxowy Nowy Jork, który jest jak ze snu dziecka z ADHD: co chwilę coś się dzieje, co chwilę coś mnie przyzywa, to zbiorę plecak, to cyknę fotę, do naprawię wieżyczkę, to wklepię jakimś złoczyńcom… Albo po prostu pobujam się po okolicy przy dźwiękach epickiego soundtracku, czując się jak pełnoprawny bohater. Nawet jeśli nie chcecie inwestować ćwierć bańki w nowy produkt Marvela, naprawdę warto chociaż na chwilę włamać się do mieszkania znajomego, który ma peeska uzbrojonego w Spider-Mana i pośmigać trochę po Nowym Jorku, kopiąc tyłki Sebiksom. Naprawdę polecam!

Kamila Zich

Studentka projektowania rozrywki interaktywnej na UŚ, game designer w Garmory i jedna z prowadzących Gejmingowej Piwnicy w Egidzie. Lubi moralne rozterki w grach i szybkie szpile w Overwatcha przed snem, które notorycznie kończą się nad ranem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *