Wznosząca burza przekleństw, czyli recenzja Rising Storm 2

Wznosząca burza przekleństw, czyli recenzja Rising Storm 2

Kolejna produkcja i część serii Rising Storm studia Tripwire Interactive zapowiadała się bardzo ciekawie. Deweloperzy pokazali interesujący trailer przed wypuszczeniem swojej produkcji. Prezentował on bezpośrednią walkę przy akompaniamencie  Creedence Clearwater Revival: „Run through the jungle”. Sam utwór sprawił, że moje serce zabiło mocniej, a wizualizacja gry od razu przypadła mi do gustu. Jednak zaniepokoiło mnie to, że uwagę poświęciłem właśnie tym dodatkom a nie temu, jak wygląda rozgrywka czy mechanika gry. Parafrazując klasyk: Super gra-mówili, pełna wybuchów i niesamowitej rozgrywki-mówili…Dziś nie będzie owijania w bawełnę, lecz nieco gorzkie spojrzenie na  Rising Storm 2: Vietnam … zapraszam. 

Zacznę może od jedynego, moim zdaniem, pozytywnego punktu tej produkcji, czyli „klimatu”… jeśli można to tak nazwać. Biorąc pod uwagę, że soundtrack tworzy jedna znana piosenka w menu głównym i jakieś pseudoartystyczne wycie podczas ekranów ładowania, to daje się wyczuć pewnego rodzaju namiastkę ogarniętego wojną Wietnamu. Całkiem dobrą myślą również było ukazanie obu stron konfliktu zbrojnego NVA, Wietkonga czy sił U.S Army. Powiem również o ciekawym zamyśle twórców, lecz zupełnie nie zauważalnym lub pogrążonym przez przyprawiającą o bóle głowy rozgrywkę. Mowa tu o możliwości upiększenia swojego żołnierza różnymi przedmiotami, które nadają wyrazistości dosyć prostemu modelowi postaci. Uzbrojenie bohaterów głównie sił amerykańskich można wzbogacić o przypięte do hełmu żołnierzy paczki papierosów, propagujące pokój symbole czy pudełka po kartach. Jednak te jasne punkty gry nie są w stanie przysłonić zupełnie nieudanej reszty. 

Zdaniem twórców realizm to jeden z głównych filarów gry. Jeżeli jednak dostępna jest możliwość wyłączenia pomocy na ekranie czy wskaźników punktów, gdzie inni gracze podczas tej samej rozgrywki mogą w pełni używać wszelkich ułatwień, to nie można tego nazwać realizmem. Tak jak było ukazane w zwiastunach, jest możliwość respawnu w helikopterze, który kontrolowany przez jednego z graczy dostarczy całą jednostkę na pole walki. To mogłoby być rzeczywiście realistyczne…. ALE nie jeżeli siedzi za sterami człowiek, który po prostu nie potrafi obsłużyć maszyny (sterowanie takim ustrojstwem jest niesamowicie wymagające) lub robi sobie „śmieszkowate żarciki” i z premedytacją ciska latająca maszyną o ziemię, tym samym zabijając całą drużynę siedzącą w środku.

Gra nie jest przystosowana dla początkujących użytkowników, nie ma możliwości szybkiego wdrożenia się do rozgrywki, a wszelkie skille nabyte w innych FPS’owych produkcjach nie są użyteczne, gdyż mapy i ich jakość stwarzają sytuacje, w których dostajemy soczystego „strzała” w głowę, zupełnie znikąd. Niestety adepci cyfrowej rozrywki studia  Tripwire Interactive często kończą swoją przygodę z powodu serii kilkudziesięciu zgonów w krótkim odstępie czasu. Twórcy chwalą się również świetnym odwzorowaniem broni używanej podczas internetowych potyczek, ale co z tego, jeżeli animacje i użycie ich jest toporne i dla mnie zupełnie nieporęczne. Kolejne do odstrzału <ha ha > idą klasy bojowe. Twórcy bardzo naiwnie założyli, że gracze idealnie będą wypełniać role przypisywane np.  grenadierowi, liderowi zespołu, czy osobie, która wskaże punkt zrzutu napalmu. Klasy te są zupełnie niepraktyczne, a założenia o wypełnianiu zadań i gry stricte zespołowej nie nadają się do sieciowej strzelaniny… Ta hardcorowa konwencja wymyślona przez twórców zupełnie nie zdaje egzaminu podczas 64 osobowych ogromnych starć, gdzie kooperacja jest praktycznie niemożliwe.

 

Twórcy oferują graczom 8 map, które zawierają obszary miejskie oraz wietnamskie dżungle i pola ryżowe. Wszystko wydawałoby się być idealnie klimatyczne jednak, tak jak wspomniałem wcześniej, przez oprawę graficzną oraz budowę punktów, gracze praktycznie stają się niewidoczni. Sylwetki rywali zlewają się z mocno przeciętnymi teksturami. Ja rozumiem, że gra miała być wymagająca, lecz jeśli poprzez strukturę map i jej marne graficznie obiekty inni gracze mają płacić bezsensownymi zgonami, to uważam to za poważny błąd. Będę się także czepiał animacji, które nie są najwyższej jakości. Wszelkie ruchy, skoki oraz jakakolwiek interakcje z otoczeniem, nie oszukujmy się, wyglądają drętwo, brak tu płynności a w sieciowych grach FPS jest to znaczące. Kolizje postaci z otoczeniem, moim zdaniem, także pozostawiają wiele do życzenia. Postacie często podczas wbiegania w obiekt zaczynają wariować, w dziwny sposób się glitchować lub jesteśmy w stanie zajrzeć do środka obiektu. Wspominam o tym, ponieważ nie przytrafia się to sporadycznie, jest to po prostu codziennością gracza. 

Podsumowując uważam, że produkcja jest dość przeciętna z sztucznie podkręcanym poziomem trudności, który bardziej wynika z pewnych niedociągnięć niż zamysłu autorów. Pomysły z grą taktyczną i dużą ilością klas o własnym sposobie rozgrywki uważam za bardzo interesujące, jednak rzeczywistość, można powiedzieć, niszczy te idee. Takim najjaśniejszym punktem gry jest tutaj klimat, który tworzy sama sceneria i tematyka. Jeśli nie przeszkadzają Ci wady, o których wspomniałem i potrafisz spędzić trochę czasu na wdrożenie się do często niesprawiedliwej rozgrywki, to definitywnie ta gra przypadnie Ci do gustu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *